Super Depor

0
maj
1
Michał Flis
Superdepor

W dzisiejszych czasach dominacji w lidze hiszpańskiej potężnego madrycko-katalońskiego duetu, za olbrzymią sensację uznawany jest ubiegłoroczny triumf Atletico Madryt w rozgrywkach La Liga. W nieodległych latach 90-tych Real i Barcelona podobnie, jak i dzisiaj nadawały tonu tamtejszym rozgrywkom. Wtedy to istniała jednak drużyna, która niejednokrotnie potrafiła pokrzyżować szyki dwójce hegemonów.

Deportivo La Coruña bardzo długo kazało czekać swoim sympatykom na satysfakcjonujące ich wyniki. Przez kilkadziesiąt lat zespół z Galicji był niczym nie wyróżniającym się skromnym klubem, który balansował pomiędzy pierwszą, a drugą dywizją hiszpańskiej piłki. Jedynie miejscowi kibice byli towarem, którego nie trzeba było się wstydzić w świecie.

Wszystko poczęło ulegać jednak zmianom w końcowej fazie lat 80-tych ubiegłego wieku. Wtedy to prezesem zadłużonej po uszy drużyny został kontrowersyjny Cesar Augusto Lendoiro. Kontrowersyjny jegomość pracę w charakterze zwierzchnika klubu sportowego rozpoczął jeszcze w wieku nastoletnim, kiedy to wraz ze znajomymi założył drużynę Hockey Club Liceo, której specjalnością była gra w… hokeja na rolkach. Niedługo potem jego niepozorny klubik stał się prawdziwym hegemonem tej mało popularnej dyscypliny.

Lendoiro pojawił się w Deportivo niemal w ostatniej chwili. Klubowe długi sięgały w 1988 roku około 600 milionów peset, przez co nad drużyną tą zawisło widmo bankructwa i rychłej degradacji do czwartej ligi. 70-latek potrafił dobrać sobie odpowiednich współpracowników, którzy pomogli mu wyprowadzić ukochany klub na prostą. Jego zaangażowanie w sprawy Deportivo nie było zresztą przypadkowe. Od najmłodszych lat uczestniczył bowiem w życiu kibicowskim na miejscowym Estadio Riazor, dlatego widmo upadku klubu nie należało do jego najskrytszych marzeń.

Wiele zarzucić można kontrowersyjnemu Cesarowi Lendoiro, jednak bez jego zapału Deportivo nigdy nie wybiłoby się ponad przeciętność

Wiele zarzucić można kontrowersyjnemu Cesarowi Lendoiro, jednak bez jego zapału Deportivo nigdy nie wybiłoby się ponad przeciętność

Wtedy też rozpoczął się okres rodzenia się w Galicji historycznego zespołu. Kryzys w hiszpańskiej piłce był wówczas odczuwalny nie tylko w szeregach reprezentacji narodowej, która notowała przeciętne występy na Mistrzostwach Świata, a w 1992 roku nie zdołała nawet awansować na rozgrywane w Szwecji Mistrzostwa Europy. Lata 90-te były także okresem niejakiej posuchy w klubowej piłce na Półwyspie Iberyjskim. Barcelona, która w 1992 roku triumfowała w rozgrywkach Pucharu Mistrzów, długo kazała czekać na ponowne odnoszenie sukcesów na międzynarodowej arenie. Real z kolei triumfował co prawda w tych samych rozgrywkach w 1998 roku, jednak były to dopiero początki niesamowitej ery Galacticos, która wykształciła się już w dwudziestym pierwszym wieku. Gdzieś na pograniczu swoja potęgę zbudowało niepozorne Deportivo, które skutecznie korzystało z niepowodzeń potentatów.

Najpierw jednak finansowana przez Lendoiro drużyna zmuszona była zrealizować swój najważniejszy cel, jakim bez wątpienia stał się powrót do Primera Division. Od kiedy w 1973 roku Galicyjczycy zdegradowani zostali o klasę niżej, nie byli w stanie uzyskać promocji przez kilkanaście kolejnych lat. Kontrowersyjny prezes początkowo chciał wykorzystać niejako sytuacje polityczną panującą w Europie wschodniej na początku lat 90-tych. Wówczas to po upadku żelaznej kurtyny, wielu piłkarzy z tej części kontynentu nie miała już problemów z transferem na zachód, z czego skutecznie korzystali przede wszystkim Hiszpanie, którzy znaleźli sposób na sprowadzenie do siebie znakomitych zawodników za niekiedy śmieszne pieniądze.

W ten sposób na Estadio Riazor zawitał niejeden przybysz z dawnej Jugosławii, czy też uwolnionej spod komunistycznego jarzma Bułgarii. To właśnie w Serbii wypatrzony został 24-letni Miroslav Dukić, który w późniejszym czasie stał się jednym z najlepszych stoperów w całej Europie. Trenerem zespołu mianowany został natomiast uwielbiany w  Corunii Arsenio Iglesias, który w latach 50-tych był napastnikiem tamtejszego klubu, a w późniejszym czasie aż czterokrotnie zostawał szkoleniowcem Deportivo. To właśnie on zrealizował w 1991 roku misję powrotu na piłkarskie salony, wprowadzając swój zespół do elity.

Powrót po długich osiemnastu latach do rozgrywek Primera Division nie od razu usłany został różami. Cesar Lendoiro, który swój klub pragnął budować na wzór madryckiego Realu musiał się ogromnie rozczarować, kiedy Deportivo w swoim pierwszym sezonie po awansie finiszowało na odległej siedemnastej pozycji tuż nad kreską. Aby nie powrócić do niechlubnych wydarzeń z przeszłości, kiedy to Deportivo nieustannie balansowało pomiędzy pierwszą ligą, a jej zapleczem, wszechwładny prezes czym prędzej zrezygnował z usług Iglesiasa, którego styl narzucony drużynie nie odpowiadał zarówno charyzmatycznemu biznesmenowi, jak i miejscowym kibicom. Lendoiro swoje poszukiwania kandydata do objęcia schedy na ławce trenerskiej rozpoczął na najwyższej półce, bowiem kontaktował się m.in. z pracującym niegdyś w Barcelonie Jose Luisem Romero, legendarnym szkoleniowcem Athleticu Bilbao Javierem Clemente, jak również pracującym w moskiewskim Spartaku Olegiem Romancewem, który według niektórych źródeł był już dogadany z hiszpańskim pierwszoligowcem, jednak po dwóch dniach czmychnął z powrotem do Moskwy.

Ostatecznie ku sporemu zaskoczeniu posada ta powierzona została Marco Antonio Boronatowi, który w poprzednich latach bez większych sukcesów prowadził Real Sociedad. Choć baskijski szkoleniowiec wytrwał na stanowisku zaledwie rok, decyzje podjęte przezeń znacznie zaważyły na późniejszej historii klubu. Za jego kadencji nad wybrzeże Oceanu Atlantyckiego zawitali zarówno piłkarze o uznanych w kraju nazwiskach, jak i ci wyróżniający się na obczyźnie, których sztandarowym przykładem był Bułgar Ilian Kiriakow. Sprowadzony za 100 milionów peset Luis Lopez Rekarte, który wcześniej był jednym z elementów niezapomnianej Barcelony Johana Cruijffa, był podówczas najdroższym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek sprowadziło w swe szeregi Deportivo. Pieniądze, które nagle pojawiły się na Riazor nie były jednak wyłącznie kapitałem inwestowanym przez Lendoiro, ale też wpływem ze składek najwierniejszych sympatyków klubu (tzw. socios).

Brazylijczyk Bebeto w błyskawicznym czasie stał się postrachem bramkarzy ligi hiszpańskiej

Brazylijczyk Bebeto w błyskawicznym czasie stał się postrachem bramkarzy ligi hiszpańskiej

W kolejnych latach Deportivo na dobre dołączyło do czołówki hiszpańskiej piłki, nawiązując równą walkę z potężnym Realem i wtórującą mu Barceloną. Latem 1992 roku w galicyjskim zespole zameldowało się dwóch niepozornych przybyszów z dalekiej Brazylii. Zapewne nikt nie podejrzewał wówczas, iż sprowadzenie ich do Corunii będzie miało historyczny wymiar dla miejscowej ekipy. Owym duetem byli oczywiście późniejsi kadrowicze reprezentacji Canarinhos, Mauro Silva i znacznie bardziej rozpoznawalny w świecie Bebeto. Pierwszy z nich za sprawą występów na Riazor już kilkanaście miesięcy później był członkiem mistrzowskiej kadry Brazylii, która w 1994 roku triumfowała na amerykańskim mundialu. 47-latek całą piłkarską karierę spędził na pozycji defensywnego pomocnika, dlatego często był postacią niedocenianą. Wystarczył jednak jeden mecz nieobecności wychowanka Guarani FC, by kibice natychmiast zatęsknili za brazylijskim pracusiem.

Znacznie bardziej okazałym dorobkiem może pochwalić się jego rodak, wspomniany Bebeto, który jednym tchem wymieniany jest obok legend brazylijskiej piłki pokroju Leonidasa, Garrinchy, Pelego, Zico, Romario i Ronaldo. Sprowadzony w dość zaawansowanym, jak na piłkarza wieku (28 lat) zawodnik dotychczas swoimi popisami raczył wyłącznie obserwatorów ligi brazylijskiej. Pomimo regularnych występów w kadrze narodowej, dopiero Deportivo okazało się zespołem, który nie wahał się zaryzykować i sprowadzić do Europy napastnika z ekipy Vasco da Gama. Bebeto odwdzięczył się za powierzone mu zaufanie i już w pierwszym sezonie swojego pobytu na Riazor uhonorowany został koroną króla strzelców rozgrywek ligi hiszpańskiej. Choć jego klub potrafił zanotować rewelacyjny wynik w starciu z faworyzowanym Realem (3-2), Deportivo finiszowało na trzeciej pozycji, która nie była w owych czasach premiowana grą w Lidze Mistrzów, a w mniej prestiżowym Pucharze UEFA.

Dopiero w kolejnych sezonach hiszpańscy potentaci na dobre musieli liczyć się z nową potęgą Primera Division. W 1994 roku Deportivo straciło tytuł mistrzowski na rzecz Barcelony tylko w wyniku gorszego rezultatu bramkowego. Sprawa mistrzostwa rozstrzygnęła się zresztą w dramatycznych okolicznościach, bowiem gdyby Miroslav Dukić wykorzystał rzut karny w ostatniej kolejce sezonu w wyjazdowym meczu z Valencią, tytuł powędrowałby do Galicji. Wydarzenia z tego meczu do dziś wzbudzają jednak kontrowersje. Lendoiro, który owego dnia zalał się rzewnymi łzami niejednokrotnie krytykował w późniejszych latach decyzje, jakie podejmował wówczas sędzia. Choć Katalończycy w ostatnim momencie sprzed nosa sprzątnęli kibicom  Dépor mistrzowskie trofeum, zawodnicy ich klubu mogli pochwalić się najlepiej skoordynowaną defensywną w lidze, która w przeciągu całego sezonu straciła ledwie osiemnaście bramek.

Również kolejna kampania zakończyła się nieszczęśliwym finiszem. Tym razem górą okazał się Real, w którego szeregach nie do zatrzymania był Chilijczyk Ivan Zamorano, który zdołał przyćmić nawet rewelacyjnego dotychczas Bebeto. Brazylijski goleador i jego koledzy z zespołu swe niepowodzenie w lidze odrobili jednak z starciu o Puchar Króla, gdzie po przebrnięciu wszystkich faz zagrali w finałowym dwumeczu z Valencią. Rywale z Andoni Zubizarretą, Gaizką Mendietą i Pedragiem Mijatoviciem w składzie stawiani byli w roli zdecydowanego faworyta, nawet pomimo lepszej pozycji Deportivo w lidze. Podopieczni Arsenio Iglesiasa, który powrócił na stanowisko szkoleniowca drużyny, w obydwu meczach potrafili zdominować jednak naszpikowanych gwiazdami rywali i bez większych problemów przypieczętowali swój triumf na Santiago Bernabeu, czego świadkami było ponad 80 tysięcy kibiców. O dziwno to nie Bebeto był głównym aktorem historycznego spotkania, ale jego niepozorny partner z ataku, Javier Manjarin, który w dwumeczu tym skompletował łącznie trzy trafienia. Tym samym Deportivo sięgnęło po swoje pierwsze i jak się okazało nie ostatnie trofeum w historii.

Laureat Złotej Piłki z 1999 roku, Rivaldo, okazał się godnym następcą swojego rodaka Bebeto

Laureat Złotej Piłki z 1999 roku, Rivaldo, okazał się godnym następcą swojego rodaka Bebeto

Mylą się jednak ci, którzy sukcesy zespołu z Galicji utożsamiają wyłącznie z osobami wspomnianych Mauro Silvy i Bebeto. Sukcesów tych bez wątpienia nie byłoby bez golkipera Paco Liano, który dyrygował linią defensywną złożoną m.in. z rewelacyjnego Dukicia, reprezentujących Hiszpanię Rekarte, Voro i Nando, jak również niezapomnianego skrzydłowego Donato, który mimo brazylijskiego rodowodu reprezentował w późniejszym czasie kraj corridy i flamenco. Kolejne sezony po zdobyciu Pucharu Króla nie obfitowały już w większe sukcesy. Wraz z Bebeto i trenerem Iglesiasem po świecie rozjechała się większość niezapomnianej ekipy, znanej dziś jako tytułowe Super Depor. Kto wie jednak, czy ich następcy nie okazali się znacznie bardziej wybitnym pokoleniem. Któż nie słyszał dziś o występujących w barwach Deportivo na przełomie wieków Djalminhii, Flavio Conceicao, Rivaldo, Royu Maakayu, Jacquesie Songo’o, Mustaphie Hadji, Paulecie czy Diego Tristanie, którzy start do wielkiej kariery zaliczyli właśnie na kameralnym Riazor. Wielu z nich w roku dwutysięcznym przyczyniło się do wywalczenia mistrzostwa, co nie udało się wcześniej Bebeto i spółce. Co było później każdy zainteresowany dobrze wie – rewelacyjne występy w Lidze Mistrzów, niespodziewana degradacja, powrót i popadnięcie w ligową przeciętność… Warto jednak pamiętać o początkach wielkiego futbolu w kameralnym miasteczku, które udowodniło, że z pomocą piłkarskich zapaleńców i wiernych kibiców w piłce nożnej zdetronizować można każdego potentata.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>