Tęsknota za Korzymem

2
wrz
24
dawid
korzym_korona_legia_1213

Korona Kielce po przegranej na własnym stadionie z Legią Warszawa 3:5 oraz ostatniej wyjazdowej porażce z Zagłębiem Lubin ,,utrzymała” ostatnią (16) pozycję w Ekstraklasie i miano czerwonej latarni naszej ligi. Kielecka drużyna w obecnych rozgrywkach prezentuje się fatalnie. Zawirowania trenerskie z początku sezonu z pewnością nie wpłynęły korzystnie na zespół, który w obecnych rozgrywkach odniósł zaledwie jedno zwycięstwo, aż sześciokrotnie schodząc z boiska pokonany. Zresztą nie tylko o wyniki, lecz również o styl gry można mieć do ,,Koroniarzy” uzasadnione pretensje.

Tak słabe rozpoczęcie rozgrywek może dziwić szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż drużyna z Kielc w trzecim kolejnym sezonie występuje niemal w takim samym składzie personalnym[1]. Z kadry zespołu z początku sezonu 2011/12 ubyło zaledwie trzech podstawowych zawodników: 39-letni dziś Edi Andradnina oraz Serbowie – Aleksandar Vuković, który zakończył sportową karierę i Nikola Mijailović, który w trakcie rozgrywek przeniósł się do rosyjskiego Amkaru Perm. O odejściu Mijailovicia kibice w Kielcach szybko zapomnieli, gdyż równie dobrze na lewej stronie defensywy zaczął poczynać sobie sprowadzony z łódzkiego Widzewa Tomasz Lisowski. Zespół ze stolicy województwa świętokrzyskiego został ponadto wzmocniony przede wszystkim niekonwencjonalnym Michałem Janotą, solidnym w destrukcji Arturem Lenartowskim czy mocno związanym z Kielcami Jackiem Kiełbem. W Kielcach postawiono zatem na stabilizację, a wyniki osiągane w ostatnich sezonach świadczyły o słuszności takiego rozwiązania (5. miejsce na zakończenie rozgrywek 2011/12, znakomita forma w meczach rozgrywanych na własnym obiekcie w poprzednim sezonie)[2].

Rezultaty osiągane przez kielczan w bieżących rozgrywkach nie napawają jednak  optymizmem. Obserwując obecną sytuację  w tabeli T-Mobile Ekstraklasy kibice popularnych ,,scyzorów” powinni bardziej przygotować się na ciężki bój o utrzymanie, niż wyczekiwać zakładanego przed rozpoczęciem sezonu awansu do czołowej ósemki. Diagnoza choroby, jaka dopadła kielecki zespół w ostatnich spotkaniach, nie jest jednoznaczna. Problem zarządzania klubem jest bardzo złożony. Co gorsza, Koronę nie omijają problemy czysto piłkarskie od kontuzji po całkowite zatracenie schematu gry. Tym co rzuca się w oczy równie mocno jak fatalna postawa linii defensywnej zespołu, jest oczywisty brak siły rażenia najbardziej wysuniętej formacji.

Korona zdobyła w tym sezonie 8 bramek, ale żadna z nich nie była autorstwa nominalnego napastnika. Dla popularnych ,,złocisto-krwistych” w obecnych rozgrywkach strzelali: ofensywny prawy (bądź w razie potrzeby również środkowy) pomocnik P. Sobolewski – 4, prawy obrońca P. Golański – 2, ofensywny środkowy pomocnik M. Janota oraz skrzydłowy J. Kiełb. Liczba goli zdobytych przez napastników kieleckiej drużyny zatrzymała się na liczbie 0 (słownie: zero!). W obecnym sezonie widać jak na dłoni, że w Kielcach brakuje klasowych snajperów. Ci, którzy grają rażą nieskutecznością, bądź co gorsza prawie w ogóle nie dochodzą do sytuacji strzeleckich.

W bieżących rozgrywkach kieleccy szkoleniowcy dali szansę występu trzem swoim atakującym: Danielowi Gołębiewskiemu, Karolowi Angielskiemu oraz Przemysławowi Trytce. Naturalnym zastępcą kontuzjowanego Macieja Korzyma wydawał się Daniel Gołębiewski, piłkarz obeznany już z kieleckim klimatem[3] i ponoć charakterologicznie zbliżony do ,,bandy świrów”. Byłego napastnika Polonii Warszawa, w roli pierwszego snajpera widział zarówno L. Ojrzyński, jak i jego tymczasowy zastępca Sławomir Grzesik[4]. Niestety Gołębiewski nie dał na boisku żadnych argumentów, aby nadal dzierżyć przypisaną mu na starcie rozgrywek rolę – rzadko dochodził do sytuacji podbramkowych, a jeżeli już się w nich znalazł to marnował je w koncertowy sposób (patrz spotkanie 6 kolejki
z Podbeskidziem 0:1). Grając w Kielcach łącznie nie trafił już do siatki rywali od 783 minut[5]. Z obecnej perspektywy dziwić mógł entuzjazm, jaki zapanował w stolicy Gór Świętokrzyskich po zakontraktowaniu Gołębiewskiego – napastnika, który przecież do młodzieniaszków już nie należy (15 lipca skończył 26 lat), zaś w swojej dotychczasowej ekstraklasowej karierze rasowym snajperem nigdy nie był (w 103 występach w najwyższej klasie rozgrywkowej zdobył zaledwie bramek 19 bramek[6], z czego jego strzeleckim rekordem pozostaje 6 trafień dla Polonii Warszawa z sezonu 2009/10). Cenić należy go w rzeczywistości jedynie za waleczność, jednak wydaje się, że na pewnym poziomie przestaje być ona po prostu wystarczająca.

Obecny szkoleniowiec kielczan Jose Rojo Martin ,,Pacheta” jako pierwszy odważnie postawił na młodziutkiego Karola Angielskiego (rocznik 1996) , który wyszedł w pierwszej jedenastce w dwóch kolejnych spotkaniach pod wodzą hiszpańskiego szkoleniowca. Angielski, który swój ekstraklasowy debiut zaliczył nie tak dawno bo w marcu bieżącego roku[7], nie zaprezentował się jednak na boisku zbyt korzystnie i w obu przypadkach zostawał szybko zmieniany (tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania). Grając w żółto-czerwonych barwach sprawiał wrażenie piłkarza nieprzygotowanego jeszcze do występów na najwyższym szczeblu rozgrywek. Na murawie wyglądał na całkowicie zagubionego, wyraźnie można było zaobserwować, że póki co brakuje mu siły fizycznej w walce z rosłymi obrońcami rywala. Swoimi dotychczasowymi występami udowodnił, iż na pewno nie jest jeszcze gotów, aby być pierwszą opcją w ataku ekstraklasowej drużyny. Nie zmienia to jednakże faktu, że powinien nadal otrzymywać szanse pokazania swoich umiejętności.

W szlagierowym spotkaniu z Legią, sztab szkoleniowy ekipy z Kielc niespodziewanie, wyraźnie poszukując alternatywy dla wspomnianej dwójki, postawił od pierwszej minuty na ogranego już w ekstraklasie Przemysława Trytko. Ten pozyskany latem przez kielecki klub zawodnik na tle wcale nie najmocniejszej w tym sezonie linii defensywy stołecznego zespołu prezentował się jednak wyjątkowo mizernie, był wolny, ociężały i na drugą połowę musiał zostać w szatni. Podpisanie kontraktu z tym zawodnikiem wygląda zresztą na kolejny niezbyt przemyślany ruch sterników kieleckiego zespołu. Trytko, który w poprzednim sezonie występował na czwartym poziomie rozgrywek w Niemczech, w Ekstraklasie nigdy nie popisywał się nadzwyczajnymi strzeleckimi zdolnościami. Poza niezłym sezonem 2009/10 spędzonym w gdyńskiej Arce, który zakończył z sześcioma bramkami na koncie, do siatki rywali trafiał mniej niż sporadycznie (3 gole w 35 spotkaniach) i wyglądał bardziej na zawodnika co najwyżej zaplecza naszej ligi.

Trenerzy Korony Kielce rotując zawodnikami przedniej formacji, z marnym jak dotychczas skutkiem, próbują znaleźć optymalne zestawienie linii ataku, a zwłaszcza zaradzić indolencji strzeleckiej, jaka dopadła w tym sezonie napastników kieleckiej drużyny. Sytuacja staje się jednak dramatyczna, gdyż żaden z przeprowadzonych do tej pory eksperymentów nie wypalił, natomiast możliwości i czasu na dokonywanie kolejnych zaczyna już po prostu brakować. W kadrze zespołu próżno szukać bowiem innych napastników gotowych do gry w ekstraklasie. Jedyną niewykorzystaną do tej pory opcją pozostaje kompletnie anonimowy w Kielcach 19-letni Serb Ivan Markocić. Ciężko sobie wyobrazić także nagłe przełamanie któregoś z występujących do tej pory napastników. Żaden z nich nie jest i nigdy nie był rasowym snajperem. Patrząc na ich strzeleckie dokonania można mieć uzasadnione wątpliwości, czy są oni w stanie wspólnie zagwarantować drużynie choćby dziesięć zdobytych w sezonie bramek.

Nie ma się czemu zatem dziwić, że kibice ,,złocisto-krwistych” nerwowo odliczają już dni do powrotu na boisko lidera kieleckiej ,,bandy” Macieja Korzyma. Wychowanek Startu Nowy Sącz występujący w żółto-czerwonych barwach już od paru dobrych sezonów[8], w poprzednich rozgrywkach, jak na prawdziwego napastnika przystało, był najlepszym strzelcem drużyny z 9 bramkami na koncie. Wiele z jego trafień rozstrzygało o zwycięstwach ekipy z Kielc. Co ważne, nie tylko dorobek bramkowy popularnego ,,Korzenia” decyduje o jego ogromnej przydatności do zespołu. W każdym niemal spotkaniu wykonuje on tytaniczną pracę z przodu. Przy stylu gry Korony zmuszany był nieraz do pojedynków siłowych z obrońcami rywala, przetrzymania piłki na połowie przeciwnika czy nawet rozprowadzania ataku swojej drużyny. Z przydzielonych mu obowiązków od dawna wywiązywał się wyśmienicie. Dobra skuteczność zaś przyszła w zasadzie dopiero w poprzednim sezonie. Korzym, który przychodził do Kielc jako skrzydłowy, doskonale odnalazł się na pozycji napastnika[9]. Szczególnie udaną miał wiosnę bieżącego roku, w której do czasu fatalnej kontuzji[10] uznawany był za jednego z najlepszych i najefektywniej grających napastników naszej ligi. Kto wie, czy gdyby nie przymusowa rekonwalescencja, napastnik Korony nie miał by dziś największych szans na powołanie do reprezentacji Polski wśród ligowych egzekutorów. Już dobrych kilka miesięcy temu zastanawiano się nad przydatnością Korzyma do gry w narodowych barwach. Nie można wykluczyć zatem, iż w przypadku utrzymywania przez niego formy z poprzednich rozgrywek, Waldemar Fornalik byłby zmuszony powierzyć rolę zmiennika Roberta Lewandowskiego właśnie snajperowi z Kielc.

Artykuł o Macieju Korzymie sponsoruje sklep-fitness.pl, który dostarcza profesjonalny sprzęt sportowy w tym bieżnie, rowery treningowe, ciężarki, hantle a także odżywki dla sportowców.

Kibice targanej ostatnio coraz to nowymi problemami Korony, z utęsknieniem oczekują na powrót ich ulubieńca do poważnej piłki. Były zawodnik GKS-u Bełchatów wznowił już na dobre treningi z resztą zespołu i jak sam mówi, realnym terminem jego powrotu na boisko pozostaje 26 września (następna ligowa kolejka). Jest to z pewnością radosna informacja dla sympatyków kieleckiej jedenastki. Nie powinni oni zapominać jednak o tym, że ich najlepszy snajper wraca do gry po ciężkiej kontuzji i z pewnością nie będzie, przynajmniej na początku, zdolny do rozgrywania spotkań w pełnym wymiarze czasowym. Bardziej można się spodziewać, iż pozostanie on na razie zmiennikiem i jokerem w talii trenera Pachety. Trochę czasu może również zając mu dojście do swojej najlepszej dyspozycji.

Jedno jest pewne, warto uzbroić się w cierpliwość, gdyż Korzym pozostaje na chwilę obecną po prostu jedynym klasowym napastnikiem w kadrze kieleckiego zespołu.

 

Autor: Hubert Kęska

 


[1]  Co ciekawe już za kadencji trenera Marcina Sasala w kadrze kieleckiego zespole znajdowało się aż siedmiu podstawowych na dziś zawodników (Zbigniew Małkowski, Paweł Golański, Piotr Malarczyk, Pavol Stano, Vlastimir Jovanović, Paweł Sobolewski, Maciej Korzym).

[2]  Grając  w roli gospodarza drużyna z Kielc uzyskała aż 31 punktów (co stanowiło 86% ich całego dorobku
w sezonie 2012/13), ustępując pod tym względem jedynie obecnemu mistrzowi Polski Legii Warszawa.

[3]  Popularny ,,Gołąb” występował już w Koronie w 2012 r. w ramach wypożyczenia z Polonii Warszawa.

[4]  W ostatnim spotkaniu w Lubinie wobec słabej postawy pozostałych atakujących Gołębiewski po raz kolejny otrzymał szanse i rozpoczął mecz w pierwszym składzie.

[5]  Ostatnim razem dla zespołu z Kielc trafił w 25 kolejce sezonu 2011/12 w spotkaniu z Lechem Poznań (2:2).
W tym sezonie zaliczył już 464 minut bez zdobyczy bramkowej.

[6]  Dla Korony zaliczył dotychczas tylko jedno trafienie.

[7]  W spotkaniu ze Śląskiem Wrocław (1:1) wszedł na boisko w 88 minucie (17 kolejka sezonu 2012/13).

[8]  Dokładnie od początku rozgrywek 2010/11.

[9] Po raz pierwszy w Kielcach w linii ataku zagrał w wygranym przez Koronę spotkaniu wyjazdowym z Lechią Gdańsk (1:0) w 11 kolejce sezonu 2010/11. W tym spotkaniu zdobył nawet zwycięską bramkę.

[10] Poważnego złamania kości strzałkowej i uszkodzenia więzadeł stawu skokowego – odniesionej 19 maja
w spotkaniu z Jagiellonią (5:0)

2 komentarze
  1. KacperFoot dodał komentarz dnia 8 maja 2014

    A ja się nie zgodzę. Maciek teraz też daje drużynie. Nawet jak nie piłkarsko, to mentalnie i jest nieoceniony, więc nie bagatelizowałbym jego powrotu ;)

  2. WojtasWP dodał komentarz dnia 24 kwietnia 2014

    Oj tak. W Koronie mogli tęsknić za Maćkiem, to duch i serce tej drużyny. Najgorsze jest jednak to, że po kontuzji nie ma śladu, a Korzym wciąż jest jakby nieobecny. Muszą coś w Kielcach z tym zrobić, bo inaczej Korona poleci z ligi, a szkoda by jej było tak naprawdę. Nie zasługuje na to. Także jak autor zauwazył – Złocisto-krwiści od „Korzenia” są uzależnieni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>