Giorgos Karagounis: Wielki nieobecny

3
cze
22
Redakcja
Karagounis

Swoją bramką w meczu z Rosją wprowadził Grecję do najlepszej ósemki Euro 2012. Na skutek otrzymanej w tym samym spotkaniu żółtej kartki, zabraknie go jednak w dzisiejszym wielkim boju z Niemcami. Giorgos Karagounis, póki co, osierocił swoją Grecję.

Karagounis to serce i mózg greckiego zespołu. Doświadczony środkowy pomocnik to piłkarz, który na scenę wielkiego futbolu wchodził jeszcze w połowie lat 90-tych ubiegłego stulecia. Mocno trzymający się na nogach i obdarzony sercem wojownika piłkarz był jednym z największych bohaterów legendarnego dla Grecji Euro 2004. O jego klasie najlepiej świadczy fakt, że w reprezentacji rozegrał już 120 spotkań.

Urodzony 6 marca 1977 roku w Pyrgos Giorgos Karagounis od początku swojej kariery związany był z Panathinaikosem. Po krótkim okresie pobytu w Apollonie Smyrnis (1996-1998), gdzie zdobywał pierwsze ligowe szlify, Karagounis zakotwiczył w wielkim ateńskim klubie na 5 lat.

Przez ten okres wyrobił sobie znakomitą markę. Strzelał bramki, asystował i doskonale rozgrywał. Karagounis stał się jednym z najważniejszych graczy popularnych „Koniczynek” przełomu XX i XXI wieku. Niestety, mistrzostwa Grecji w tamtym czasie, nie zdobył ani razu.

Ukoronowaniem jego wybornej postawy były jednak sukcesy w Lidze Mistrzów w sezonie 2001-02. Tamte rozgrywki były dla greckiego klubu doprawdy doskonałe. Po zdystansowaniu Arsenalu, Mallorki i Schalke w I fazie grupowej oraz Sparty Praga i Porto w II fazie, Panathinaikos awansował do najlepszej „8” rozgrywek. Dopiero w ćwierćfinale po twardych bojach, Ateńczycy musieli uznać wyższość Barcelony.

Karagounis, obok Angelosa Basinasa i Mihalisa Konstantinou, był najważniejszą postacią tamtego zespołu. To właśnie on, efektownym szczupakiem, zdobył niezwykle ważną bramkę w zwycięskim boju Panathinaikosu z Arsenalem (1-0).

Latem 2003 roku, Karagounis, po tym jak skończył się mu kontrakt z Panathinaikosem, wypłynął na głębokie europejskie wody. Związał się umową z Interem Mediolan.

To nie był łatwy czas zarówno dla Greka, jak i jego klubu. Karagounisowi bardzo ciężko było odnaleźć się w szalenie wymagającej taktycznie i fizycznie Serie A. Przez dwa lata gry dla Interu, Karagounis nie zdobył ani jednej bramki. Akcję za którą pamiętają go w Mediolanie najbardziej przeprowadził w rewanżowym meczu 1/8 finału Pucharu UEFA 2003-04 z Benfiką Lizbona.

Inter przegrywał 0-1 i aby awansować musiał strzelić dwie bramki. Tuż przed końcem pierwszej połowy, Karagounis zabrał się z piłką wzdłuż linii kończącej boisko. Minął trzech obrońców i bramkarza, a następnie wyłożył futbolówkę do Obafemiego Martinsa. Nigeryjczykowi nie pozostało nic innego, jak skierowanie jej do pustej bramki. Inter ostatecznie, także dzięki szarży Karagounisa, wygrał tamten mecz 4-3 i awansował do ćwierćfinału.

Latem 2004 roku, Giorgos Karagounis przeżył najważniejsze i najpiękniejsze chwile w swojej piłkarskiej karierze.

Niedoceniana Grecja, która wystąpiła na swoim pierwszym wielkim turnieju od dziesięciu lat, sensacyjnie wywalczyła Mistrzostwo Europy. Na portugalskich boiskach Karagounis rozgrywał wyborny turniej. To właśnie on zdobył pierwszą bramkę w zwycięskim meczu otwarcia przeciwko Portugalii (2-1), który natchnął Greków do dalszej walki.

Tamta Grecja Otto Rehhagela to był niesamowity piłkarski organizm, w którym brakowało wielkich indywidualności, ale piłkarze gotowi byli oddać za siebie nawzajem życie.

Dla większości kibiców Grecja a.d. 2004 była zespołem, który zabijał futbol. My wolimy jednak pisać o pancernej, doskonałej taktycznie maszynie, której każdy trybik doskonale wiedział jaką pracę ma wykonywać.

Karagounis, wraz z bramkarzem Nikopolidisem oraz pomocnikami Basinasem i Zagorakisem, był mentalnym liderem tamtej kadry. Pod ich batutą, Grecja wyszła z grupy, a następnie pobiła Francję oraz Czechy i awansowała do wielkiego finału z Portugalią.

Niestety, w tym epickim, zwycięskim dla Hellady boju, nie dane było zagrać samemu Karagounisowi. Pomocnik Interu, podobnie jak dzisiaj, pauzował za nadmiar żółtych kartek…

Z Interem Karagounis pożegnał się latem 2005 roku, zdobywając na koniec pobytu w Mediolanie Puchar Włoch, swoje pierwsze klubowe trofeum. Jego nowym pracodawcą została… Benfica. W Lizbonie znakomicie pamiętano jego doskonałe występy przeciwko Portugalii na Euro 2004 oraz Benfice w Pucharze UEFA.

Trwający dwa lata portugalski rozdział kariery Karagounisa był dla niego udany, niemniej obyło się bez specjalnych fajerwerków. Grekowi grało się lepiej i swobodniej niż we Włoszech, jednak to wciąż nie był ten sam piłkarz, który liderował greckiej kadrze, a także kilka lat wcześniej Panathinaikosowi.

Latem 2007 roku Karagounis podjął decyzję o powrocie. Po czterech latach ponownie miał założyć koszulkę swojego Panathinaikosu.

W barwach „Koniczynek” znowu stał się liderem z prawdziwego zdarzenia. Jego bramki przeciwko Werderowi i Anorthosisowi w fazie grupowej Ligi Mistrzów 2008-09 dały Panathinaikosowi niespodziewany awans do 1/8 finału tych rozgrywek.

Sezon później Giorgos doczekał się wreszcie swojego pierwszego krajowego mistrzostwa. W sezonie 2009-10 Panathinaikos grał doskonale. Absolutną gwiazdą zespołu był francuski atakujący Djibril Cisse, któremu wtórowali m.in.: Gilberto Silva, Kostas Katsouranis, Dimitris Salpingidis, Sotiris Ninis czy Sebastian Leto.

Drużyna prowadzona przez Nikosa Niopliasa do mistrzostwa dołożyła jeszcze wówczas Puchar Grecji, a w 1/16 finału Ligi Europy wyeliminowała świetną w tamtym sezonie włoską Romę.

Giorgos Karagounis brał także udział w nieudanych dla Hellady turniejach Euro 2008 i Mundialu 2010. Światu przypomniał o sobie jednak dopiero niedawno. Jego znakomita postawa w fazie grupowej Euro 2012 została dostrzeżona przez wielu ekspertów. Wszyscy podkreślają jego serce do walki, doświadczenie i umiejętne regulowanie tempa gry.

35-letni Karagounis u schyłku kariery rozgrywa kolejny wielki turniej. Dziś w Gdańsku jego koledzy powalczą o to, by jego piękna przygoda trwała nadal.

3 komentarze
  1. BB dodał komentarz dnia 22 czerwiec 2012

    Wielka szkoda, że nie zagra dzisiaj z Niemcami. Ten mecz mógłby być wspaniałym ukoronowaniem kariery Karagounisa.

    Obserwując go mam wrażenie, że jak mało który piłkarz wykorzystał swój talent na sto procent, bo dołożył do sporych umiejętności niezłomny charakter. Trochę mi przypomina greckiego Jacka Krzynówka :)

    To jeden z moich ulubionych piłkarzy i żałuję, że po Euro pewnie zejdzie ze sceny.

  2. Fan dodał komentarz dnia 22 czerwiec 2012

    I bardzo dobrze, że go zabraknie, strasznie go nie lubie i do tego jest największym symulantem jakiego znam przy nim Busquets to pikuś.

    • shog dodał komentarz dnia 22 czerwiec 2012

      We mnie budzi dokładnie takie same odczucia. Jakby ktoś spytał się mnie, jaki zawodnik rzucił mi się w oczy podczas Euro jako największy cwaniak czy symulant, bez wątpienia wskazałbym na Karagounisa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>