Wina Fina – FC Zürich nad przepaścią

0
cze
13
Michał Flis

Górnik Zabrze, Dynamo Moskwa i Aston Villa to niejedyne zasłużone w swych krajach zespoły, które po zakończeniu minionego sezonu zmuszone były pogodzić się z gorzkim smakiem degradacji. Liga szwajcarska od następnych rozgrywek stanie się uboższa o drużynę, która stanowiła jeden z jej symboli na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci, bowiem FC Zürich w fatalnym stylu pożegnało się właśnie z tamtejszą ekstraklasą, udowadniając przy okazji, iż o ile Sami Hyypiä piłkarzem był wybitnym, o tyle w karierze trenerskiej nieprędko będzie mógł spodziewać się spektakularnych sukcesów.

Choć liga szwajcarska została w minionych latach całkowicie zdominowana przez hegemona z Bazylei, piłkarze z Zurychu niejednokrotnie dawali powody do radości swoim sympatykom. W dwudziestym pierwszym wieku trzykrotnie udawało im się sięgnąć po tytuł mistrzowski (po raz ostatni w 2009 roku), a także kilkukrotnie z powodzeniem uczestniczyć w europejskich pucharach. W sezonie 2009-10 popularni „Niebiesko-Biali” uczestniczyli nawet w fazie grupowej elitarnej Ligi Mistrzów, gdzie w tzw. grupie śmierci zanotowali przyzwoite starcia z Realem, Milanem oraz Marsylią. Ponadto klub ten zasłynął także jako miejsce, z którego wyruszają w świat późniejsze gwiazdy szwajcarskiej kadry narodowej. Zawodnicy pokroju Almena Abdiego, Josipa Drmicia, Blerima Džemailiego, Admira Mehmediego czy przede wszystkim Ricardo Rodrigueza znajdują się dziś na ustach całej piłkarskiej Europy i stanowią wielką nadzieję Helwetów na odniesienie sukcesu na trwających mistrzostwach Europy we Francji. Każdy z nich jest wychowankiem właśnie ekipy tegorocznego spadkowicza.

Od pewnego czasu atmosfera na stadionie Letzigrund nie była już jednak równie kolorowa. Zürich wciąż nie był w stanie stać się dominującą marką w największym mieście Szwajcarii, które to miano wciąż znajduje się w rękach ekipy Grasshoppers. Rywal zza miedzy na mistrzowskim tronie zasiadał aż 27 razy, podczas gdy miejscowym przeciwnikom sztuka ta udawała się zaledwie dwunastokrotnie. Podczas gdy nasi dzisiejsi bohaterowie pałętali się w środkowej stawce ligi, Grasshoppers pewnie dotrzymywali kroku Bazylei konkurując z nią do ostatniego tchu o losy mistrzostwa. Swą wyższość udowadniali także w prestiżowych derbach Zurychu, w których potrafili niekiedy upokorzyć znienawidzonego sąsiada nawet pięciobramkowym wynikiem.

Zawodnicy FC Zurich nieprędko będą mogli doczekać się ponownych starć z zespołami pokroju Realu, z którym mierzyli się niegdyś w Lidze Mistrzów

Zawodnicy FC Zurich nieprędko będą mogli doczekać się ponownych starć z zespołami pokroju Realu, z którym mierzyli się niegdyś w Lidze Mistrzów

Aby przywrócić drużynę na należyte tory, klubowe szefostwo w 2014 roku postanowiło przeprowadzić swego rodzaju rewolucję. Aby sięgnąć jednak do jej korzeni należy cofnąć się aż do roku 2006. Wówczas to na walnym zgromadzeniu głównych udziałowców podjęto decyzję o wyborze następcy abdykującego prezesa zespołu, Svena Hotza, który przez ponad dwadzieścia lat swej prezydentury inwestował w klub miliony franków, co pomogło m.in. odzyskać po niemal ćwierćwieczu oczekiwania upragnione mistrzostwo Szwajcarii. Hotz z racji wieku przekazał drużynę w ręce Ancillo Canepy, który wraz ze swoją długofalową wizją rozwoju zespołu jawił się jako godny następca dotychczasowego ulubieńca trybun.

63-letni Canepa zasłynął w poprzednim stuleciu jako wytrawny ekonomista w licznych firmach zlokalizowanych na szwajcarskim terytorium. W tym czasie nigdy nie ukrywał też swojej miłości do futbolu, dlatego przejęcie sterów w FCZ było spełnieniem jednego z najskrytszych marzeń owego jegomościa. Niecały rok później jego głównym współpracownikiem w Zurychu została najbliższa mu osoba, jaką bez wątpienia jest małżonka Canepy, Heliane. Duet ten poprzez sprawne zarządzanie i odpowiednie decyzje miał sprawić, że klub w błyskawicznym czasie doścignie rozpędzone FC Basel i na stałe zamelduje się na piłkarskiej mapie Europy.

Początkowo wszystko zdawało się przebiegać po myśli zamożnego małżeństwa. Zürich w 2009 roku w świetnym stylu wywalczył mistrzostwo pod wodzą uwielbianego tam Bernarda Challandesa, który do pracy w piłce klubowej powrócił po ponad dekadzie. Niedługo później państwo Canepa najprawdopodobniej zachłysnęli się owymi sukcesami, bowiem coraz częściej rodziły się konflikty na linii zarządu z pracownikami klubu i kibicami. W 2010 roku w napiętej atmosferze szeregi klubu opuścił Challandes, który kuszony przez kontrowersyjnego Christiana Constantina znalazł zatrudnienie w zarządzanym przez niego FC Sion. Jego następcą mianowany został legendarny zawodnik zespołu, Urs Fisher, jednak i on pomimo sukcesu, jakim było wicemistrzostwo kraju w 2011 roku nie znalazł wspólnego języka z kontrowersyjną parą i szybko opuścił stadion Letzigrund. Dziś 50-letni szkoleniowiec z sukcesami odpowiada za wyniki niezwyciężonej od wielu sezonów Bazylei.

Państwo Canepa nie należą dziś do ulubieńców trybun stadionu Letzigrund

Państwo Canepa nie należą dziś do ulubieńców trybun stadionu Letzigrund

Dwa lata temu postanowiono więc zakończyć ciągnący się szereg nieporozumień i wszelkie stanowiska obsadzić osobami będącymi w stanie dogadać się z panem Canepą i jego małżonką. Pożegnano wówczas m.in. dotychczasowego dyrektora sportowego, a także szefa działu młodzieży, który odpowiadał za doskonałą pracę w akademii. Ultimatum zostało z kolei powierzone szkoleniowcowi Ursowi Meierowi, stawiając mu za cel walkę o tytuł. Na jego korzyść nie podziałał jednak nawet fakt, iż wywalczył z klubem krajowy puchar, a także uczestniczył z nim w fazie grupowej Ligi Europy. Wiosną 2015 roku po zajęciu rozczarowującej w opinii Canepy trzeciej pozycji z dwudziestopunktową stratą do lidera, Meier pożegnał się z zajmowanym stanowiskiem, zaś zarząd mógł rozpocząć kolejne poszukiwania za odpowiednim menadżerem.

Canepa nie ukrywał, iż interesują go jedynie głośne nazwiska, których obecność w Zurychu mogłaby podnieść rangę zespołu w Europie. Jego faworytem miał pozostawać Christian Gross, jednak ten ani myślał porzucać dobrze płatnej pracy w Arabii Saudyjskiej na rzecz niepewnego stołka w ojczyźnie i swoim rodzinnym mieście. Spekulacje prasowe przez całe lato informowały o rzekomym porozumieniu z Felixem Magathem, a także próbach ściągnięcia z emerytury Ottmara Hitzfelda. Ostatecznie w końcowych dniach sierpnia, gdy sezon trwał już w pełni i Zürich zajmował lokatę w środku tabeli, oficjalnie ogłoszono, iż w sezonie 2015-16 za wyniki klubu odpowiadał będzie legendarny zawodnik Liverpoolu i reprezentacji Finlandii, Sami Hyypiä.

105-krotny reprezentant ojczyzny Świętego Mikołaja nie mógł pochwalić się imponującym dorobkiem w swej dotychczasowej, krótkiej przygodzie z ławką szkoleniową. Z Bayeru Leverkusen został zwolniony po serii kiepskich wyników, a wszelkie sukcesy, jakie świętował w trakcie przygody z Aptekarzami w opinii wielu osób były wyłącznie zasługą pomagającego mu Saschy Lewandowskiego. Równie kiepsko wiodło mu się za zapleczu angielskiej Premier League, gdzie w strefie spadkowej zostawił mający bić się o awans Brighton. Mimo to szefostwo klubu z Zurychu uznało, iż Fin będzie odpowiednią osobą na powierzonym mu stanowisku oraz, że w Szwajcarii będzie w stanie udowodnić, jakoby nie był trenerskim nieudacznikiem.

Kolejne miesiące w brutalny sposób sprowadziły jednak na ziemię wszystkich marzycieli oczekujących sukcesów od 42-latka i jego podopiecznych. Zürich pod batutą Hyypii prezentował się wręcz tragicznie. Na pierwsze ligowe zwycięstwo fiński szkoleniowiec musiał czekać aż do końcówki listopada notując ponadto fatalne rezultaty w meczach z Thun (1:5), czy przede wszystkim dwukrotnie w arcyważnych derbach miasta z Grasshoppers (0:5 i 2:4). Już w połowie sezonu znaczna część trybun domagała się głowy Hyypii, jednak Canepa wraz z żoną ustalił, iż trener potrzebuje czasu dlatego konsekwentnie obdarzał go pełnym zaufaniem. Jego cierpliwość znalazła się jednak na krawędzi na finiszu rozgrywek. Mający w założeniu bić się o czołowe lokaty zespół znajdował się wówczas w ogonie tabeli niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Po serii sześciu meczów bez zwycięstwa losy utrzymania miały rozstrzygnąć się w domowym spotkaniu z bezpośrednim konkurentem w walce o zachowanie ligowego bytu, FC Lugano. Pozornie prosty pojedynek z ofensywnie nastawioną ekipą Zdenka Zemana zamienił się w istny koszmar, który sprawił, że za sprawą porażki czterobramkowym rezultatem, Zürich sięgnął dna zachowując już minimalne szanse na utrzymanie.

Sami Hyypia nie będzie miło wspominał swej krótkiej przygody w Szwajcarii

Sami Hyypia nie będzie miło wspominał swej krótkiej przygody w Szwajcarii

Tuż po meczu prezes Canepa, Hyypiä oraz piłkarze pierwszego zespołu wzięli udział w debacie, w trakcie której jednogłośnie podjęto decyzję o rozstaniu z fińskim menadżerem. Lista zarzutów wobec czołowego niegdyś defensora ligi angielskiej wydłuża się z każdym dniem. Według opinii publicznej przeprowadzane przezeń roszady w bramce stały się zarzewiem konfliktów wewnątrz zespołu. Niezadowolony pozostawał także zżyty z klubem Philippe Koch, który za kadencji Fina nie występował na swej optymalnej pozycji popełniając tym samym szereg błędów w defensywie. Mający odpowiadać za strzelanie bramek Franck Etoundi wyraźnie deklarował, iż nie chce występować już dłużej w niebiesko-białych barwach. Pod koniec letniego okienka transferowego znajdował się bowiem na Korsyce, gdzie lada dzień miał podpisać kontrakt z tamtejszą Bastią. W ostatniej chwili zmuszony był jednak powrócić do Zurychu, gdyż zgody na transfer miał nie wyrazić właśnie nowo zatrudniony szkoleniowiec z Finlandii. Sprawy nie ułatwiał także fakt, iż mający stać się liderem środka pola Adilson Cabral nie mógł skupić się na grze, gdyż ciągnęły się za nim oskarżenia o gwałt z czasów, gdy występował jeszcze w angielskim Sunderlandzie. W ten sposób Hyypiä w dwudziestu sześciu meczach ligowych zdołał zanotować jedynie pięć spotkań zakończonych zwycięstwem.

Zatrudniony w charakterze strażaka Uli Forte nie był już w stanie w tak krótkim czasie wyprowadzić zespołu na prostą. Choć w meczu ze Sionem oglądaliśmy zupełnie inny zespół, któremu wyraźnie zależało na odniesieniu korzystnego wyniku, kilka dni później po starciu z FC Vaduz ostatecznie wypełnił się czarny scenariusz i po 26 latach Zürich pożegnał się z najwyższą klasą rozgrywkową w Szwajcarii. Tuż po spotkaniu wściekli kibice wtargnęli do tunelu, gdzie pragnęli wyładować złość na nieudolnych ulubieńcach, jednak w porę zostali powstrzymani przez służby porządkowe. Upust swej wściekłości dali jednak na ulicach miasta, gdzie w zamieszkach wzięło udział około 500 osób, a rozszalały tłum uspokajano za pomocą armatek wodnych.

W zaistniałej sytuacji marnym pocieszeniem był fakt, iż kilka dni później Uli Forte doprowadził swych podopiecznych do triumfu w Pucharze Szwajcarii zapewniając sobie tym samym kwalifikacje do tegorocznej fazy grupowej Ligi Europy. Młody szkoleniowiec stoi teraz przed zadaniem odbudowania marki zespołu i rychłego przywrócenia go do krajowej elity. Sami piłkarze w niedawnych wywiadach przyznają, że stanowi on całkowite przeciwieństwo Hyypii wykazując się emocjonalnością, ambicją, a także będąc bardzo blisko zawodników odpowiednio ich motywując. Wiele wskazuje też na to, iż misja powrotu do elity odbędzie pod patronatem Canepy i spółki nawet pomimo faktu, iż liczba jego zwolenników drastycznie maleje. Na zwołanej przez siebie konferencji 63-latek zadeklarował, iż przyznaje się do wszelkich popełnionych błędów, których nie powtórzy w przyszłości. Marne to pocieszenie dla osób zżytych z klubem, które w najbliższych miesiącach zamiast oglądać swych idoli w pojedynkach z Bazyleą czy  Grasshoppers, będą zmuszone dopingować ich na peryferiach prawdziwego futbolu, jakimi bez wątpienia jest zaplecze szwajcarskiej ekstraklasy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>