Z piłką przez świat: Atlético Mineiro

0
lis
18
Michał Flis
Atletico-Mineiro

W przyszłym roku na terenie Brazylii odbędą się Mistrzostwa Świata, dwa lata później Igrzyska Olimpijskie. Organizacja obu tych imprez sportowych jest najlepszym przykładem na to, jak prężnie rozwija się tamtejsza gospodarka. Zyski odnotowują także kluby piłkarskie. Dawniej dla niemal wszystkich zawodników tamtejszej ligi, priorytetem był wyjazd do Europy, gdzie liczyć mogli na zdecydowanie lepsze zarobki od tych, które pobierają w ojczyźnie. Wystarczy jednak spojrzeć na przykład Neymara, którego przez długi czas czołowe zespoły Starego Kontynentu nie były w stanie namówić do gry w ich barwach. Sytuacja zmieniła się diametralnie. Do Brazylii powraca coraz to więcej uznanych futbolistów, niekiedy nawet pochodzenia europejskiego! Spora część z nich zarabia na życie w Atletico Mineiro – aktualnie najlepszym klubie kontynentu południowoamerykańskiego.

Clube Atlético Mineiro to założony 105 lat temu, zespół z Belo Horizonte w południowej części kraju. Jest to jeden z niewielu uczestników brazylijskiej Serie A, niemający swojej siedziby na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego. Klub na stałe zapisał się w historii tamtejszego futbolu, dzięki zdobyciu mistrzostwa w inauguracyjnym sezonie brazylijskich rozgrywek. Czasy jego świetności przypadają na lata 70-te i 80-te, kiedy to występowali w nim czołowi kadrowicze Canarinhos, Toninho Cerezo czy Eder. Pod koniec XX wieku, doszło do skandalu korupcyjnego, którego skutkami były m.in. problemy finansowe w 2003 roku, a także ligowy spadek dwa lata później. Mimo to, drużyna nosząca pseudonim O Galo, zawsze mogła liczyć na sowich fanów wielbiących biało-czarne pasy, którzy powszechnie uznawani są za najgorętszych w Brazylii.

Atletico po powrocie na najwyższy poziom rozgrywkowy w Kraju Kawy, powróciło po zaledwie rocznej przerwie. Wtedy to stopniowo zaczęła rodzić się drużyna, która dzisiaj święci niemałe sukcesy. Najpierw pod wodzą byłego szkoleniowca Realu Madryt, Vanderleia Luxemburgo, zdobywali przedsezonowe Campeonato Mineiro czyli mistrzostwa stanu Minas Gerais, natomiast kilkanaście miesięcy później do Belo Horizonte zawitał były napastnik m.in. PSV Eindhoven, Diego Tardelli. Sprowadzenie pięciokrotnego reprezentanta Brazylii, mającego za sobą kompletnie nieudany epizod we Flamengo Rio De Janeiro, było prawdopodobnie najlepszą decyzją włodarzy Atletico w ostatnich latach. Napastnik, który swój pseudonim zawdzięcza legendzie włoskiej piłki – Marco Tardellemu, trafił na południe Brazylii w styczniu 2009 roku, a już sześć miesięcy później dzięki swojej znakomitej postawie, był bliski powrotu do Europy, bowiem zakontraktowaniem 24-latka zainteresowane było francuskie Saint-Etienne. Pozostał on jednak wierny swojej dotychczasowej ekipie, dla której regularnie zdobywał mnóstwo bramek, walcząc z Adriano (znanym z Interu Mediolan) o miano najskuteczniejszego zawodnika ligi. Choć Tardelli nie narzekał na życie w Belo Horizonte, był coraz bardziej głodny sukcesów klubowych, nie indywidualnych. Nie mógł na to liczyć w Atletico, które z nim w składzie zajmowało miejsca w drugiej dziesiątce końcowej tabeli ligowej. W marcu 2011 roku, postanowił na nowo spróbować swoich sił w Europie (wcześniej grał w Betisie Sewilla i wspomnianym PSV), przystając na ofertę rodzącej się w Dagestanie potęgi z Anżi Machaczkała. Za transfer skutecznego zawodnika, Atletico zainkasowało około 7.5 miliona euro.

Wraz z jego odejściem, do drużyny zaczęło napływać coraz więcej zawodników z przeszłością w klubach europejskich. Najpierw z Dynama Kijów przywędrowali Andre i Guilherme, później Dudu Cearense z Olympiakosu Pireus, natomiast nieco wcześniej z włoskiego Interu w ramach wolnego transferu sprowadzono Manciniego, który po fenomenalnych występach w AS Roma przygasł w Mediolanie, dlatego próbował odbudować formę w ojczyźnie. Nowe twarze w drużynie nie zawiodły. Wraz z młodziutkim Bernardem coraz częściej schodziły z boisko zwycięsko. Gwałtownie poprawiająca się sytuacja finansowa pozwoliła na dokupienie kolejnych znanych zawodników. Do ekipy prowadzonej przez Cucę dołączyli wkrótce Alecsandro (czołowy strzelec ligi, dawniej zawodnik Sportingu Lizbona), Damian Escudero (w przeszłości Real Valladolid i Villarreal), Jô (niegdysiejsza gwiazda CSKA Moskwa i Evertonu), a przede wszystkim uznawany za najlepszego piłkarza świata w pierwszych latach XXI wieku, legenda reprezentacji Brazylii i FC Barcelony, dwukrotny zdobywca Złotej Piłki – Ronaldinho! 32-letni wówczas gwiazdor powrócił do Brazylii w 2011 roku, gdzie przez sezon przywdziewał barwy Flamengo. Po rozwiązaniu kontraktu z ekipą z Rio De Janeiro, wydawało się, że postanowi poszukać szczęścia nad Zatoką Perską, bądź w Stanach Zjednoczonych, jednak ku wszechobecnemu zdumieniu wybrał on swojego dotychczasowego rywala.

Wzmocnienia te okazały się na tyle przydatne, że po wielu latach Atletico powróciło na ligowe podium, plasując się tuż za plecami mistrzowskiego Fluminense, które okazało się o pięć punktów lepsze. Wicemistrzostwo oznaczało także powrót do rozgrywek o Puchar Wyzwolicieli, czyli Copa Libertadores – południowoamerykańską wersję Ligi Mistrzów. Batalia o prym na kontynencie wymagała następnych transferów, które dzięki kolejnemu napływowi gotówki były jak najbardziej możliwe. Dotychczasowy gwiazdozbiór uzupełnił pamiętany z Arsenalu mistrz świata z 2002 roku, Gilberto Silva, liczący już sobie 36 lat. Następnie z niemieckiego Wolfsburga przybył reprezentacyjny pomocnik Josué, mający ogromny udział w zdobyciu przez Wilki niespodziewanego mistrzostwa Niemiec w 2009 roku. W lutym bieżącego roku, po nieudanych podbojach Rosji i Kataru powrócił także Diego Tardelii argumentujący swoją decyzję chęcią wywalczenia miejsca w składzie reprezentacji na zbliżającym się Mundialu, w czym miały pomóc regularne występy w czołowym klubie państwa-gospodarza mistrzostw.

Cuca po raz kolejny wykazał się niesamowitym nosem do transferów. Atletico jak burza przeszło fazę grupową Copa Libertadores, by w kolejnych etapach odesłać z kwitkiem rodaków z Sao Paulo i Meksykanów z Tijuany. W półfinale czekał prawdopodobnie najtrudniejszy z dotychczasowych rywali – przedstawiciel Argentyny, Newell’s Old Boys. Zespół, który szczyci się odnalezieniem talentu Leo Messiego, miał wówczas w swoim składzie takich zawodników jak Gabriel  Heinze, Ignacio Scocco, Maxi Rodriguez, a także Gerardo Martino na ławce trenerskiej. W pierwszym starciu obu drużyn, przy ponad 40-tysięcznej publiczności w Rosario, gospodarze wywalczyli dwubramkową zaliczkę, która stawiała ich przed rewanżem w roli faworytów. Nie docenili jednak rewelacyjnego Bernarda i jego doświadczonych kolegów z drużyny. Po golu tego pierwszego, Atletico prowadziło przez cały mecz, jednak żeby doszło do dogrywki musiała paść jeszcze jedna bramka. Za sprawą Guilherme, udało się to w szóstej minucie doliczonego czasu gry! W trakcie 30-minutowej dogrywki, obie strony zeszły do defensywy, czego konsekwencją była seria rzutów karnych. W niej górą okazali się Brazylijczycy, a decydującą jedenastkę wykorzystał niezawodny Ronaldinho. W finale na O Galo czekała już paragwajska Club Olimpia.

Finał klubowych mistrzostw Ameryki Południowej rozgrywany jest systemem mecz-rewanż. Pierwsza potyczka obu ekip rozegrana została w Paragwaju. Atletico osłabione absencją Bernarda wyglądało dość niemrawo, co skutecznie wykorzystali rywale wygrywając 2-0 po golach Silvy i Pittoniego. Na rewanż gotowy był jednak 21-letni gwiazdor klubu i reprezentacji, o którego usługi biła się cała Europa. Na Estádio Governador Magalhães Pinto powtórzyła się historia z niedawnego półfinału przeciwko NOB. W drugiej połowie strzeleckim dorobkiem podzielili się Jô i Leonardo Silva, co oznaczało, że ponownie czeka nas dogrywka, a następnie rzuty karne. W konkursie jedenastek, podopieczni Cuki byli bezbłędni. Alecsandro, Guilherme, Jô i Silva nie pomylili się ani razu, co przy dwóch pudłach rywali oznaczało wymarzony triumf Atletico. Wygrana upragnionego pucharu oznacza, że Ronaldinho i koledzy wezmą udział w grudniowych Klubowych Mistrzostwach Świata rozgrywanych w Maroku.

W trwającym sezonie Brasileiro Série A, Atletico nie ma już szans na mistrzostwo, które zapewnił już sobie odwieczny rywal opisywanej dzisiaj ekipy, Cruzeiro Belo Horizonte. Mimo to, jako obrońca trofeum ma zapewniony udział w przyszłorocznej edycji Copa Libertadores. Transfer Bernarda do Szachtara Donieck zasilił klubowe konto o prawie 25 milionów euro! Dzięki temu, Atletico jest obok Santosu jednym z najbogatszych zespołów ligi. Dzięki przemyślanej polityce, 105-letni klub z Belo Horizonte znacznie przyczynia się do kolejnych sukcesów tamtejszej piłki. W czerwcowym Pucharze Konfederacji zakończonym triumfem Canarinhos, Luis Felipe Scolari miał do dyspozycji trzech zawodników tego zespołu. Jô jest dzisiaj czołowym napastnikiem reprezentacji, w której wydawałoby się strzelać gole powinien Neymar. Już za miesiąc plejada gwiazd z Atletico dostanie szanse zmierzenia się z m.in. Bayernem Monachium w klubowym mundialu. W zeszłym roku triumfowało Corinthians, dlatego istnieje spora szansa na to, że na marokańskich boiskach piłkarze ubrani w biało-czarne pasy ponownie zaprowadzą brazylijską piłkę na szczyt, a na twarzy Ronaldinho znów malował się będzie charakterystyczny uśmiech.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>