Zabójcze trójzęby Realu i Barcelony.

1

Wydaje się, że odwieczna walka pomiędzy Ronaldo, a Messim (a może bardziej pomiędzy ich fanami?) nigdy nie będzie mieć ostatecznego rozstrzygnięcia. Na dzień dzisiejszy lepiej spisuje się Cristiano Ronaldo – jest to fakt w postaci statystyk i pobitych ostatnio rekordów, a nie moja prywatna opinia. W tym aspekcie, Cristiano zostawia wszystkich daleko za sobą. Jednak, czy najważniejsze pojedynki sezonu znów rozstrzygną indywidualności? Carlo Ancelotti i „Tata” Martino mają na to nieco inny pomysł – zabójcze trójzęby.

Jestem już trochę zmęczony ciągłymi porównaniami poszczególnych piłkarzy, choć mam świadomość tego, że nas to nie ominie – szczególnie gdy na horyzoncie maluje się kolejna edycja pseudo-konkursu Złotej Piłki. Warto zauważyć, że zarówno w drużynie Królewskich, jak i w zespole Dumy Katalonii wytworzył się pewien dość stały tercet atakujących. Jak na razie, ich praca układa się bardzo dobrze, i kto wie, czy w przyszłości nie zaczną być rozpatrywani na tej płaszczyźnie. Stawianie na zabójcze trójzęby Realu i Barcelony ma swoje uzasadnienie.

Przyjrzyjmy się najpierw zespole Blaugrany. Mówiąc o ofensywnym tercecie, mamy na myśli (zaczynając od lewego skrzydła) Neymara, Lionela Messiego oraz Alexisa Sancheza. Sprowadzony za ponad 50 milionów euro Brazylijczyk znajduje się w znakomitej formie. Na nic zdały się prognozy o jego braku doświadczenia na europejskich boiskach, czy wątłej posturze – miało to być przyczyną jego porażki już na starcie, lecz boisko widzi to zupełnie inaczej. Neymar nie zdobywa dużo bramek, ale trzeba przyznać, że i ta sztuka nie jest mu obca. Jest autorem jednej z bramek przeciwko Realowi Madryt. Można powiedzieć, że to debiut, jak marzenie – pierwszy występ przeciwko odwiecznym rywalom i od razu gol. Do tego asysta do Alexisa, który popisał się bardzo zmyślnym strzałem i przelobował Diego Lopeza.

Na przeciwległym biegunie znajduje się Leo – bardzo daleki od swojej optymalnej formy. Jest to być może spowodowane niedawną kontuzją,  może Argentyńczyk ma słabszy okres, ale jedno jest pewne: Już niebawem znów zacznie stanowić o sile swojego zespołu. We wczorajszym meczu z Milanem zdobył dwie bramki, jedną z karnego, drugą z dwójkowej akcji z Cesc’em Fabregasem. Nie zdziwi Was chyba to, że karny podyktowano na faulu na Neymarze, który już teraz wyrasta na jedną z największych gwizad Europy. Jeśli się nie spali, prędzej czy później osiągnie sukces. Leo Messi tym czasem musi pracować nad poprawą swojej gry, bo mimo tego, iż nie była ona zła, coś wyraźnie się w  Argentyńczyku zablokowało. Mając na względzie dobro hiszpańskiej (i nie tylko) piłki, mam szczerą nadzieję, że powróci i znów będzie godnym przeciwnikiem dla Cristiano Ronaldo.

No i Alexis Sanchez… Cóż za niespodzianka. Chyba nikt na świecie, łącznie z samym Alexisem, nie spodziewał się takiej formy u Chilijczyka. Skrzydłowy strzela bramkę za bramką i często okazuje się być decydującym. To z czego znany był dotychczas w Barcelonie, to wieczna, wszechobecna krytyka. Teraz jednak postanawia to zmienić i pokazuje, że nie bez powodu jest tam, gdzie jest i staje się realną alternatywą dla pozostałej dwójki tercetu Barcelony. Bardzo ciekawe, jak poradzi sobie na przestrzeni całego sezonu, bo jak wiadomo -sezon jest bardzo długi.

Ta właśnie opisana wyżej trójka graczy tworzy ofensywny trójząb atakujących. Wymienność pozycji, świetna współpraca i w końcu bramkostrzelność to główne cechy Neymara, Leo i Alexisa. Wszyscy doskonale wpasowali się w schematy „Taty” Martino i kwestią czasu jest, by ich gra wyglądała jeszcze lepiej. Do tego potrzeba niczego innego, jak zgrania i dużej ilości wspólnych występów. To pewien dylemat dla trenera Barcelony, który znany jest z częstych rotacji składem. A jak wygląda to w przypadku Realu Madryt?

Media w Hiszpanii pokusiły się o nadanie tej trójce osobliwej nazwy: „BBC”. To skrót: Benzema, Bale, Cristiano. O ile większości kibiców, „BBC” kojarzy się jedynie ze znają stacją telewizją, tak fanom Królewskich już z czymś zupełnie innym  – z ofensywnym tercetem atakujących, który sieje spustoszenie dosłownie w każdym meczu. Grają wprost fantastycznie, szczególnie, że dwaj pierwsi mieli coś do udowodnienia, zarówno sobie, jak i całemu piłkarskiemu światu.

Po pierwsze: Gareth Bale. Jak dotąd „drewno za 91 milionów euro” gra po prostu świetnie. Średnio dwie asysty na mecz, gol za golem i wspaniała współpraca z pozostałą dwójką, pozwalają wierzyć, że Walijczyk wraca do swojej optymalnej dyspozycji. Znakomicie odpowiedział na wszechobecną krytykę i kto wie, czy nie będzie już niedługo absolutnie nietykalnym graczem w talii Carlo Ancelottiego. Co jasne, zaraz obok Cristiano Ronaldo, ponieważ hierarchia jest jasna. Wstawianie go do podstawowej jedenastki nie było żadną zagrywką marketingową – było potrzebne, by złapać rytm i byśmy mogli oglądać Bale’a takiego, jakim jest teraz. Walijczyk robi różnicę.

Karim Benzema to już nieco inna historia. Można powiedzieć „od zera, do bohatera”, choć w jego przypadku, może to być bardzo mocne i daleko idące stwierdzenie. Francuz po świetnym początku, całkowicie utracił zaufanie kibiców, i ekspertów. Wszyscy postulowali jego koniec przygody z Realem Madryt. Tak jednak się nie stanie – Benzema jest w coraz lepszej formie, nie traci piłek i kłopotu nie sprawia mu gra kombinacyjna. Także i ja musiałem dorosnąć do tego, by stwierdzić, że Karim nie jest i nie będzie typowym egzekutorem. Robi za to wiele innych, pożytecznych rzeczy, o ile mu się chce. To właśnie jest najważniejsze i czas pokaże, czy Karim tę krytykę wziął sobie do serca.

No i Cristiano Ronaldo- to już 59 bramek w obecnym roku kalendarzowym. Pobity rekord Leo Messiego, w postaci ilości strzelonych goli w jednym roku, w Lidze Mistrzów. Ronaldo ma ich już 14, i dwa mecze do tego, by wyśrubować swój rekord. Portugalczyk jest w znakomitej dyspozycji strzeleckiej i aż chce się rzec: „Gdzie Real nie może, tam Cristiano pośle”. Prowadzi on także w klasyfikacji strzelców Primiera Division i jeśli utrzyma obecną formę, ma realne szanse na zdobycie upragnionej Złotej Piłki. Pytanie jednak, czy nie powinien mieć jej kompletnie w nosie, bo gdy sam Sepp Blatter (Prezes FIFA) przyznaje, że woli Leo Messiego, i  że zdobywa on więcej głosów, przez wzgląd na swoje przyjazne usposobienie, to ja nie mam już żadnych pytań. A tym bardziej wątpliwości, co do „obiektywizmu” tego całego  pseudo-konkursu, gdzie raz liczą się osiągnięcia drużynowe, a raz indywidualne. To jednak materiał na odrębny tekst.

Benzema, Bale, Cristiano – jeden z najgroźniejszych tercetów ofensywnych świata zachwyca. Siła Realu Madryt opiera się w głównej mierze na tej trójce. Zmorą Carlo Ancelottiego może być jedynie defensywa, ponieważ Real traci bardzo dużo bramek, wynikających głównie z indywidualnych błędów poszczególnych graczy. Trener ma jednak czas by to uporządkować. Od czego jest przecież „BBC”.

Ancelotti, Martino, Barca, Real

Tak w skrócie wyglądają oba tercety Realu i Barcelony. Wszyscy znajdują się w dobrej formie i  będą stanowić o sile swoich zespołów, szczególnie w wymagającej Lidze Mistrzów, która rządzi się przecież  własnymi prawami. Pod koniec sezonu przyjdą zapewne szczegółowe podsumowania, miło będzie jednak zobaczyć ich w optymalnej dyspozycji w najbliższym bezpośrednim pojedynku. A Gran Derbi zawsze jest wcześniej, niż nam się wydaje. Hiszpańscy giganci mają zabójcze trójzęby – ciekawe tylko, ile razy i komu wbiją go najczęściej.

Redaktor Cristiano

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.
1 komentarz
  1. Radek Skrzypczak dodał komentarz dnia 8 listopada 2013

    pomijając że karnego w meczu z Milanem nie powinno być i autor tekstu zapomniał tego dopisać oraz błędu ortograficznego w zdaniu „Robi za to wiele innych, porzytecznych rzeczy, o ile mu się chce.” W 10O% zgadzam się z autorem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>