Zamiast Europy strefa spadkowa – co się stało z Toulouse?

0
maj
9
Eryk Delinger
fot. Sportsmole.co.ukfot. Sportsmole.co.uk

Od czasu gdy w 2008 roku pod wodzą Eliego Baupa Toulouse ledwie uratowała się przed spadkiem, kibice ani razu nie musieli drżeć o byt swojego zespołu w elicie. Alain Casanova sprawił, że Tuluza nie zaglądała do strefy spadkowej – w minionych sześciu sezonach znalazła się tam tylko raz, w pięciu pierwszych kolejkach poprzednich rozgrywek. Fioletowi Casanovy bili się z najlepszymi, a leitmotivem każdego ligowego maratonu był dla fanów sen o Europie, nie zaś strach przez degradacją.

Ten sezon przyniósł dół – nie dołek, ale właśnie kolosalny dół – jakiego po ostatnich latach i mimo nierówności niezłym początku rozgrywek nikt nie mógł się spodziewać. W pierwszych dziewięciu kolejkach Tuluza zdołała wygrać z Lyonem i Saint-Etienne, rozbić Rennes oraz zremisować z PSG. Po porażce z Marsylią na Velodrome coś się zacięło – 19 października Le Téfécé rozpoczęli swobodny lot w dół, który w marcu zakończyli bolesnym, rozłożonym na trzy raty lądowaniem. 28 lutego po remisie z ASSE Toulouse znalazła się w strefie spadkowej, 6 marca skompromitowała się na własnym boisku przegrywając z OM aż 1:6, a tydzień później przegrała 0:1 z Lens i na dobre zakotwiczyła na 18. miejscu. Porażka z pewnym degradacji beniaminkiem okazała się być – mimo wszystko niespodziewanie – zakończeniem siedmioletniego pobytu Alaina Casanovy w Tuluzie.

Rozmontowani

Co jest przyczyną smutnego finału szkoleniowca, który przez lata był gwarantem stabilności? Pójściem na łatwiznę byłoby użycie sloganu o „wyczerpanej formule” i „zmęczeniu materiału”. Wyjaśnienie jest jednak dużo bardziej racjonalne. Od lata 2013 Toulouse pożegnali niemal wszyscy wybijający się ponad ligową przeciętność zawodnicy. Wówczas z klubu odeszli: reprezentanci Francji i liderzy środka pola – Moussa Sissoko i Etienne Capoue, najlepszy stoper Aymen Abdennour, przebojowy lewy obrońca Cheikh M’Bengue oraz śledzony swego czasu przez pół Europy Franck Tabanou. Przed niespełna rokiem demontaż zespołu dopełniło zaś odejście kluczowego dla systemu Casanovy Serge’a Auriera i doświadczonego kapitana Jonthana Zébiny.

Żaden z nich nie został naprawdę dobrze zastąpiony – ostatnie zakupy Toulouse to piłkarze najwyżej niespektakularni, wśród których próżno szukać przyszłych źródeł zarobku dla klubu. Wyjątkami mogą być Jean-Arnel Kana-Biyik i Tongo Doumbia, ale wydanie łącznie ponad 3 milionów euro na Oscara Trejo i Urosa Spajicia czy zastąpienie Auriera wypożyczonym Marcelem Tisserandem trudno nazwać dobrymi ruchami. Do tego wszystkiego dochodzi wyglądający dziś jeszcze bardziej kuriozalnie niż przed rokiem zakup za 2,5 miliona euro Dominika Furmana.

Samotność w Toulouse

Klub dotarł do punktu, w którym jedynym klasowym, ekscytującym graczem w zespole pozostał Wissam Ben Yedder. To przez 24-letniego napastnika przechodzi wszystko co dobre w ofensywie Tuluzy. Częstym widokiem są mecze, w których WBY musi jednocześnie pełnić rolę efektownego dryblera, numeru dziesięć i lisa pola karnego.

Nie da się nie zauważyć korelacji między formą Tunezyjczyka a wynikami Toulouse. W pierwszych dziewięciu kolejkach – wtedy gdy zespół osiągał jeszcze solidne rezultaty – zdobył sześć bramek. W następnych 15 meczach strzelił tylko raz, a jego klub odniósł zaledwie trzy zwycięstwa. 21 lutego na Parc des Princes Ben Yedder po czterech miesiącach bez gola wreszcie się odblokował, ale nie zdołał już uratować posady trenera. Dobra forma Francuza tunezyjskiego pochodzenia przyszła za to w samą porę dla wypromowanego z klubowych struktur scoutingowych do roli nowego menedżera Dominique’a Arribagé’a.

Stoper, scout, strażak

Poprawa wyników jest przede wszystkim właśnie zasługą nowego bossa. Arribagé ustabilizował zespół stawiając na jedną wyjściową formację (diament z czwórką obrońców i duetem napastnków), czym zapewnił piłkarzom korzystną odmianę po Casanovie, który w trakcie sezonu nagle przeszedł z trójki na czwórkę defensorów i niemal co tydzień manewrował ustawieniem pomocy. Pod wodzą byłego obrońcy klubu Le Tef po raz pierwszy w tych rozgrywkach odnieśli dwa ligowe zwycięstwa z rzędu i po siedmiu kolejkach wydostali się ze strefy spadkowej.

Toulouse wciąż daleko do bezpieczeństwa – na trzy kolejki przed końcem rozgrywek TFC jest jednym z pięciu zespołów bezpośrednio uwikłanych w walkę o uniknięcie 18. miejsca. Domowe mecze z Lille i Niceą oraz wyjazd do rewelacji sezonu – Guingamp – nie zapowiadają się łatwo, ale usytuowane odpowiednio punkt i dwa punkty za plecami Tuluzy Reims i Evian czekają większe wyzwania. Siedemnasty i osiemnasty zespół Ligue 1 zagrają jeszcze bezpośrednio ze sobą, a ponadto Reims w ostatniej kolejce wyjedzie na mecz do Paryża. To nie zespół Arribagé’a wygląda więc na ostatniej prostej na „faworyta” do spadku.

Gorący zwolennik piłki w angielskim wydaniu. W przerwach od Premier League chętnie śledzi także francuską Ligue 1. Obok futbolu na liście jego uzależnień figurują heavy metal i kawa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>