Ziarno wśród plew – Łukasz Cieślewicz robi furorę na Wyspach, ale Owczych

0
sie
6
Redakcja
pobrane

Wyjechał z kraju jako 12 – latek. Sprowadził go ojciec, który już od roku mieszkał na Wyspach Owczych. Kiedyś był piłkarzem m. in Śląska Wrocław, za granicą, aby zarobić musiał pracować w fabryce z rybami. Jego syn, Łukasz, swój pierwszy trening odbył w Mieszku Gniezno. Następnie występował w Brondby IF oraz Hvidovre If. Tam jednak nie zachwycał, co zaowocowało zmianą barw klubowych. Od 2011 roku regularnie występuje w B36 Torshavn. Najlepszy piłkarz półamatorskiej ligi, ziarno pośród plew.

Wyspy Owcze. Jak krótko scharakteryzować ten kraj? Jak sama nazwa wskazuje, pełno jest tam owiec, które bez pardonu mogą chodzić po ulicach. Nikomu to nie przeszkadza. Każda jest ponumerowana, za zabicie owcy grozi kara. Pół żartem, pół serio można stwierdzić, że występuje równouprawnienie wśród ludzi i tych zwierząt. Szczególną pasją Farerów, mieszkańców Wysp Owczych jest… zabijanie wielorybów. Wbiegają do wody i dźgają je hakami. Krew się leje strumieniami. Mimo takich czynów, ludzie są tam spokojni.

Piłkarze nie mogą liczyć na wielkie zarobki, więc pracują po treningach. Cieślewicz próbuje swoich sił przy autach jako mechanik samochodowy w salonie kolegi. Spowodowane to było nudą i ciągłym oczekiwaniem na trening. Naprawą aut zajmuje się dorywczo, po 3 – 4 godziny dziennie. A reszta? Większość zawodników studiuje. Kilku pracuje dorywczo. Tylko zawodnicy z zagranicy oraz reprezentanci kraju dostają normalne kontrakty, które nie zmuszają ich do pracy, aby mieć za co żyć.

Odbył testy w Warcie Poznań i Ruchu Chorzów. Zarówno dla ekstraklasy, jak i pierwszej ligi był za słaby. Niektórzy mówią, ze poziom w Europie zdaje się wyrównywać, ale skoro on zdaniem polskiej myśli szkoleniowej nie poradziłby sobie w naszej lidze, należy uznać Wyspy Owcze jako bardzo egzotyczny kierunek. Ostateczna ostateczność. Najlepsi dostają tam 300 – 400 koron duńskich rocznie, co w przeliczeniu na złotówki daje sumę około 150 tysięcy złotych. Godnie można wyżyć z tej sumy.

Na grze w reprezentacji nie ma co liczyć. Ubiega się o obywatelstwo Wysp Owczych, jednak procedury są tam bardzo skomplikowane, bez wyjątków nawet dla gwiazd, jaką jest tam Cieślewicz. Otwarcie mówi, że są nim zainteresowani i chętnie reprezentowałby ten kraj na arenie międzynarodowej, bo u nas raczej szans na to nie ma. Mimo tego deklaruje, że czuje się Polakiem. Tylko, czy Polak, pełen świadom swojej decyzji, chciałby reprezentować inny kraj? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie.

Na wyspach grają od marca do października. W innych porach jest to niemożliwe, ponieważ wiatr daje o sobie znać. U Farerów mecze odbywają się spokojnie, nawet w derbach nie można odczuć nienawiści pomiędzy kibicami. Każdy kibicuje swojej drużynie, ale nie stosuje ośmieszających przyśpiewek, pod tym względem wyprzedzają oni nasz kraj. Spotkania odbywają się tylko i wyłącznie na sztucznych boiskach, co spowodowane jest częstą ilością opadów.

Jego brat, Adrian, kopie na angielskich boiskach w zespole Wrexham. Piąta liga. Jednak  najważniejszą sprawą jest to, że każdy w Wrexham ma profesjonalny kontrakt, który pozwala skupić się tylko i wyłącznie na piłce. Marzeniem Łukasza jest zmienić klub na taki, w którym mógłby w pełni rozwinąć swoje umiejętności. Do Legii raczej go nie przyjmą, ale do pierwszoligowego potentata? Szczerze temu kibicujemy. Przekonalibyśmy się, ile tak naprawdę jest wart Cieślewicz.

Łukasz Klinkosz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>