Znad Adriatyku w stronę równiku

0
lut
18
Michał Flis
Danilo Saveljić

Artykuł ten będzie inny niż wszystkie opublikowane dotychczas. Nie skupimy się w nim na liderze czołowej drużyny Europy, ani żadnej innej gwieździe światowych boisk. Jego bohaterem będzie 28-letni Słoweniec urodzony na terenie Czarnogóry, a będący wychowankiem Olimpiji Lublana. Dlaczego więc owy zawodnik tak zainteresował nas swoją osobą? Przedstawiamy historię Danilo Saveljicia, z którym udało nam się ostatnio przeprowadzić ponad półtoragodzinną rozmowę.

Danilo jak już wspominaliśmy przyszedł na świat w Czarnogórze w nadmorskim miasteczku Kotor, kiedy kraj ten był jeszcze jedną z części Jugosławii. Grę w piłkę zaczął wcześnie, bo w wieku zaledwie pięciu lat. Przez drużynę FK Bokelj Kotor via Buducnost Podgorica trafił do jednej z najlepszych drużyn w historii słoweńskiego futbolu – Olimpii Lublana. Wtedy też podjął decyzję o ewentualnej grze dla Słowenii, a więc kraju matki, niż dla Serbii i Czarnogóry, gdzie przyszedł na świat. Grając w rezerwach Olimpii należał do czołowych strzelców lig juniorskich. Pozwoliło mu to na grę w młodzieżowych reprezentacjach kraju. W wieku siedemnastu lat wykupiony został przez przedstawiciela niedalekiej ligi chorwackiej – HNK Rijeka.

Runda jesienna sezonu 2003-04 była wprost rewelacyjna w jego wykonaniu. W czternastu spotkaniach strzelił aż jedenaście goli, a przypominamy, iż liczył sobie wówczas zaledwie siedemnaście wiosen! Gdyby nie fakt, że rozgrywki piłkarskie w Chorwacji nie cieszyły się wtedy takim zainteresowaniem, jakim cieszą się dzisiaj, kiedy to dostarczają wielkim klubom najzdolniejszą młodzież, to Saveljić prawdopodobnie trafiłby na radary większości ekip ligi włoskiej i nie tylko, a tak zainteresowała się nim Triestina Calcio występująca w Serie B. Drużyna z północno-wschodniej części Italii zapłaciła za jego usługi aż 760 tys. euro co jak na drugoligowca było sumą dość pokaźną. Sama drużyna z Triestu zresztą miała z niego niemałą pociechę. Najpierw swoimi siedmioma trafieniami zapewnił ekipie spokojne utrzymanie, zaś rok później powiększył swój dorobek bramkowy o pięć goli, jednak nie uchroniło to Triestiny od zajęcia na koniec sezonu miejsca w ogonie tabeli, a także zbliżającego się bankructwa.

Ostateczny upadek drużyny w charakterystycznych czerwonych strojach nastąpił w 2006 roku, jednak Saveljić był już wtedy piłkarzem greckiej Larissy. Po roku Helladę zamienił na równie słoneczną Turcję, gdzie występował kolejno w Kayserisporze, Diyarbakirsporze oraz Bolusporze. Ostatnie dwa kluby występowały wówczas na poziomie drugiej ligi, a Danilo delikatnie mówiąc zatracił skuteczność. Przez rok gry w drugiej lidze strzelił jedynie trzy bramki i nikt nie dziwił się, gdy w 2008 roku przeniósł się do maltańskiej Sliemy Wanderers.

Jednak miejsce, do którego zawitał po kilku miesiącach pobytu na wsypie Joannitów, dla przeciętnego fana futbolu było totalną egzotyką. Saveljić wybrał bowiem grę dla Sportingu Praia – czołowej drużyny ligi Republiki Zielonego Przylądka! Choć ubiegłoroczny Puchar Narodów Afryki rozsławił piłkę w tym archipelagu wysp położonych na Oceanie Atlantyckim, w 2008 roku mało kto w ogóle słyszał, aby ktokolwiek uganiał się tam za futbolówką. Kiedy zapytałem samego piłkarza co skłoniło go do tak niespodziewanego ruchu, bez zastanowienia odparł, iż były to pieniądze. Pewien bardzo bogaty człowiek postanowił zainwestować w tamtejszy klub, a jednym z jego filarów miał być właśnie 22-letni Słoweniec. Danilo  zaznaczył jednak, że poza kwestią finansową chciałby przyczynić się do rozpowszechnienia piłki nożnej w tej części Afryki. Saveljić twierdzi, że przenosiny w tak młodym wieku w miejsce, gdzie Europejczycy zapomną o nim lada dzień nie były dla niego ważne pod względem sportowym, bowiem jak mówi – „Piłka nożna jest dla mnie pracą, tylko pracą”. Możemy się temu nie dziwić, gdyż jeszcze na Starym Kontynencie skończył on studia medyczne.

Cabo Verde

Republika Zielonego Przylądka nie jest według Saveljicia stereotypowym afrykańskim państwem. Twierdzi on, iż na życie w stolicy kraju, Prai, nie miał prawa narzekać. W pewnym momencie kupił tam nawet dom, a już niedługo los zwiąże go z Cabo Verde ponownie, o czym nie omieszkamy wspomnieć za chwilę. Także i pod względem piłkarskim wychowanek Olimpii odżył po kilku latach stagnacji. Kraj, w którym na świat przyszedł m.in. pomocnik Manchesteru United, Nani, nasz bohater opuścił po dwóch bardzo udanych sezonach. Nie postanowił jednak wrócić na kontynent europejski, a ponownie związać się pokaźną ofertą z egzotycznym afrykańskim klubem. Tym razem wybrał Mauretanię, gdzie inny bogaty człowiek sprowadził go do tamtejszego Cansado. W byłej francuskiej kolonii spędził w sumie rok. W 2011 roku rozstał się z tą islamską republiką i nawet osobom śledzącym jego dotychczasową karierę szczęka musiała opaść do stóp, kiedy jasne stało się gdzie kontynuował będzie swoją karierę. Jak można się domyśleć – był to przeciętny piłkarsko, afrykański kraj. Benin, Suazi, Somalia? Nie. Jego wybór padł na jeszcze bardziej niespodziewaną opcję. Tuż przed startem sezonu 2011 Saveljić został oficjalnie zaprezentowany jako nowy zawodnik Vitorii do Riboque – czołowej ekipy Wysp Świętego Tomasza i Książęcej!

Sao Tome

To maleńkie państewko liczące sobie 1001 kilometrów kwadratowych, położone na zachód od Gabonu, a także będące jednym z miejsc, które przecinane są przez równik, nigdy wydawało się nie wykazywać żadnego zainteresowania futbolem. Co prawda korzenie mają tam byli reprezentanci Portugalii Nuno i Luis Boa Morte, ale w pewnym momencie doszło nawet do tego, że na wyspy przyjechała specjalna delegacja FIFA, która zaniepokojona faktem, iż tamtejsza reprezentacja nie rozgrywa żadnych meczów piłkarskich, wybudowała w stolicy kraju stadion i ośrodek treningowy. Vitoria do Riboque została założona przez portugalskich wysłanników pierwszoligowej Vitorii Setubal, jednak nie jest ona klubem satelitarnym swojej imienniczki. Oznacza to, że najzdolniejsza młodzież nie zostanie w przyszłości odesłana do Portugalii na zasadzie współpracy jaka obowiązuje m.in. południowoafrykański Ajax Kapsztad i jego holenderskiego zwierzchnika. Są tego i dobre strony, bowiem właściciel, a jakże miejscowy bogacz, pozwolić sobie może na sprowadzenie kilku zawodników o uznanej w regionie marce. Tak też było w przypadku Saveljicia, który z powodzeniem gra tam już trzy sezony, jednak większą część czasu spędza w Republice Zielonego Przylądka, która zaoferowała mu nawet obywatelstwo tego kraju.

Słoweniec zapytany o piłkarską przyszłość, jaka czeka malutki archipelag odpowiedział, iż jak w całej Afryce można wyszukać tam piłkarskie perły, jednak ze względów politycznych, a także krętactw agentów piłkarskich, nigdy nie zasmakują oni wielkiego futbolu. Niemniej jest zadowolony z faktu, że w jakimś stopniu zaszczepił w tamtejszej lidze europejski styl gry i przyciągnął ludzi na stadion. Jedynymi Europejczykami, jakich spotkał podczas swojej afrykańskiej wędrówki było niewielu Portugalczyków na Cabo Verde, oraz Francuzów w Mauretanii, jednak podejrzewam, iż żaden z nich nie miał ze sobą takiego bagażu doświadczenia, jak przybysz z Bałkanów. Niestety – rozpoczynający się właśnie sezon będzie jego ostatnim w piłkarskiej karierze co potwierdził zresztą w naszej niedawnej rozmowie. Planuje on osiedlić się w Prai, gdzie ma zamiar otworzyć ośrodek. Nie interesuje go dalsza kariera (choć rozmawiał z przedstawicielami drużyny z Bahamów), gdyż jak uparcie przyznaje – nie gra dla chwały i podziwu. Mimo udanych występów w Serie B i lidze greckiej uważa się za piłkarza półamatorskiego, dla którego futbol jest jedynie zastrzykiem gotówki.

Zbliżamy się powolutku do końca opowieści o Danilo Saveljiciu. Piłkarzu, który z dnia na dzień zostawił wszystko i wyruszył w nieznane. Dotychczas powszechnie uważano, iż największym piłkarskim obieżyświatem był Lutz Pfannenstiel. Jednak niemiecki bramkarz zyskał sobie w postaci Słoweńca sporego konkurenta do owego miana. Tym bardziej zaszczytem dla nas jest publikacja jego historii, czego nie dokonał dotychczas żaden inny polski serwis piłkarski. Artykuł ten niech najlepiej podsumują słowa samego piłkarza: „Oto moja historia. Gdzieś na zapomnianym środkowym Atlantyku”.

Sympatyk ligi włoskiej i szeroko rozumianej piłki niszowej. Antyfan wielkiego futbolu z Ligą Mistrzów na czele. Prywatnie uczeń szkoły średniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 
Sklepik CF
  • Crash Time 5 (PlayStation 3)...
  • Wildlife Park 3: Świat Dzikich Zwierząt (PC) - Zakupy powyże...
  • Disney Edukacja: Naukowe Potyczki (PC)...
  • Duke Nukem Forever PC (PC)...
  • DKG Fineasz i Ferb Nowe Wynalazki (PC)...
  • Crysis 2 Classic (PC) - Zakupy powyżej 50zł dostarczamy grat...
  • Front Mission Evolved PC (PC) - Dostawa Gratis, szczegóły zo...
  • Detektywi w Siodłach- Zaopiekuj się mną (PC) - Zakupy powyże...
  • Bolek i Lolek Język angielski dla najmłodszych...
  • Battlefield 4 (WYPRZEDAŻ) (Xbox 360) - Zakupy powyżej 50zł d...