Życie po Fornaliku- lepiej uczyć się na błędach.

5

Polacy nie sprawili niespodzianki na legendarnym stadionie Wembley, gdzie 40 lat temu Jan Tomaszewski dokonał cudu i ochrzczony został mianem „tego, który zatrzymał Anglię”. Być może, mówiono by tak również o Wojciechu Szczęsnym, który bez wątpienia był najlepszym piłkarzem w reprezentacji Polski, raz po raz broniąc groźne strzały rywali, jednak zespół nie potrafił wznieść  się na wyżyny swoich możliwości. A co gorsza, Waldemar Fornalik wcale mu w tym nie pomagał. Co tak naprawdę osiągnął następca Franciszka Smudy? Czy można zrzucić na niego całą winę za złe wyniki reprezentacji? Kto dalej pokieruje drużyną narodową?

Przygoda z drogą na Mundial w Rio de Janeiro dobiegła końca i nadszedł czas rozliczeń. Kompromitacja ta, bo inaczej nazwać się tego nie da, zapadnie w naszej pamięci jeszcze na wiele lat, a Fornalik jako wydaje się, niezbyt charyzmatyczny selekcjoner, i niezrozumiały w swych działaniach taktyk, będzie dla nas jedynie synonimem porażki. Można polemizować, czy Franciszek Smuda zostawił za sobą spaloną ziemię, jak wielokrotnie powtarza Jan Tomaszewski, jednak  nie można powiedzieć, że Fornalik nie dysponował dobrymi piłkarzami, których należało jedynie przekształcić w sprawny kolektyw! Dawałby on na nowo radość narodowi polskiemu- tego oczywiście się nie udało się zrobić, a Lewandowski i spółka żegnają się z eliminacjami w atmosferze nie wyciągania wniosków z przeszłości i wciąż powtarzanego „serca nam nie zabrakło”.

Funkcję selekcjonera objął w raz z dniem 10 lipca 2012 roku. Zadebiutował meczem towarzyskim z Estonią, przegranym 0:1. Potem przyszedł remis 2:2 z Czarnogórą. Następnie wygrana z Mołdawią  i Rumunią, czyli początek nawet niezły. Mimo że przeciwnicy niezbyt wymagający, notowania trenera poszły w górę i przywróciły nam wszystkim nadzieję na dobrą grę polskiej reprezentacji i możliwość awansu na Mundial. Styl nadal pozostawiał wiele do życzenia, ale mówiło się: „Spokojnie, to kwestia czasu”, „Nie ma problemu, musimy dać poznać Fornalikowi piłkarzy, musimy dać im czas na zgranie się”. A po rozegraniu razem aż 18 spotkań, stylu jak nie było, tak nie ma. Dobre epizody nie są tym, czym się wygrywa w piłce nożnej. A to właśnie znak rozpoznawczy obecnej reprezentacji.

Waldemar Fornalik wydawał się być dość trafnym wyborem- spokojny, opanowany człowiek, napędzający Ruch Chorzów, który za jego czasów był w na prawdę świetnej dyspozycji, odpowiednie (jak na polskiego trenera ligowego) CV i co najważniejsze obycie z krajowym podwórkiem, które pozwoliło zaoszczędzić czas na poznawanie naszej kultury piłkarskiej i wykrywaniu nowych talentów. Z definicji trener dobry, z praktyki już nie. Brak doświadczenia międzynarodowego i odpowiedniej charyzmy dał o sobie znać. Nie potrafilśmy wypośrodkować naszych wymagań- Smuda był za głośny, Fornalik był za cichy. Czy powierzenie mu losu kadry narodowej było więc trafną decyzją? Jak widać nie. Z drugiej strony nie oszukujmy się- Fornalik był skreślony praktycznie od początku. Chyba nie powiecie mi, ze jeden mecz towarzyski to wystarczająco dużo czasu, by poznać specyfikę kadry i uzyskać niezbędne informacje pozwalające nakreślić plan, w którym podążać będzie drużyna? No właśnie. Tutaj akurat nie możemy mieć do niego pretensji.

Jak ktoś już słusznie zauważył, jednym z największych objawów niemocy opanowania sytuacji przez Fornalika był fakt powołania kogoś takiego, jak Mariusz Lewandowski. Ludzie! Ten facet to nie jest już materiał na reprezentację! Wojtkowiak? Ja wysiadam. Grzegorz nigdy nie był i nie będzie graczem, na poziomie polskiej reprezentacji. Z całym szacunkiem dla jego osiągnięć. Poza tym, straciliśmy Ludo Obraniaka, który poczuł się urażony decyzjami Fornalika i atmosferą wokół kadry, która trzeba przyznać, cały czas była dość gęsta. Okej- Obraniak to nie wirtuoz. To nie zawodnik, który przesądza o losach meczu. Ale ja wolę jego dośrodkowania, niż „dośrodkowania” Adriana Mierzejewskiego (ponoć najlepszy wybór na polską „10-ktę”). Anemiczne, wiecznie za niskie (!) i nie wyrządzające szkody nikomu- taki właśnie obraz maluje mi się, gdy widzę najdroższy transfer w historii polskiej ligi. Jak można z pośród przynajmniej 10 okazji w meczu, na dobrą „wrzutkę” docentrować zaledwie raz, i to też bez wyraźnego efektu? Pytajcie Mierzejewskiego. Taka sytuacja powtarza się zawsze, gdy wchodzi na boisko. Nie ujmując oczywiście innych walorów piłkarskich. Szkoda, że forma z Turcji przyszła dopiero wtedy, kiedy przygoda w eliminacjach jest już zakończona.

Teraz kwestia indolencji strzeleckiej Roberta Lewandowskiego. Jest mecz, w którym obrana przez trenera taktyka nie sprawdza się. Może z przyczyn losowych, dobrej dyspozycji rywala, czy Bóg wie, czego jeszcze. Powtarzamy schematy w następnym meczu, gdzie również się nie sprawdza. Czy coś jest nie tak? Zgadza się! Pytanie za 100 punktów: Jaki jest sens wystawiać Lewandowskiego na „szpicę”, mając świadomość nieukładania się współpracy między nim a linią pomocy, i ciągłym (absolutnie ciągłym) podwajaniu krycia na tym zawodniku? Żaden.

Z Estonią zagraliśmy właśnie dwoma napastnikami, i pamiętając o tym, że problem „osamotnionego Lewandowskiego” był już za czasów Franciszka Smudy, chyba warto było kontynuować pomysł z parą atakujących. Nie mamy do dyspozycji takiego drugiego piłkarza, jak Robert, który mimo wszystko, jest fantastycznym napastnikiem (patrz Liga Mistrzów), ale w obliczu braku efektów w wystawianiu go jako najbardziej wysuniętego gracza, może warto zagrać systemem 4-4-2, gdzie miałby przy sobie kogoś, kto mógłby chociaż odciągnąć obrońców? Fornalik najwyraźniej na to nie wpadł, wciąż uparcie trzymając się schematu z odciętym od podań Lewandowskim. Mecz w mecz, powtarzane w mediach slogany o „nieskutecznym Lewym”. A tak na zdrowy rozsądek, gdzie jest tutaj wina Lewego? Gwarantuje Wam, że ten chłopak na prawdę się stara. Wie czym jest gra dla reprezentacji. A Fornalik zamiast pomóc mu dochodzić do sytuacji strzeleckich, nie robi absolutnie nic, w każdym meczu wystawiając inny skład i trzymając go przed polem karnym rywala, jak samotną owieczkę na rzeź. Swoją drogą, wyraźnie widać także brak komunikacji pomiędzy samymi zawodnikami. Jednym zdaniem: jeden wielki BURDEL.

Zobaczcie tę krótką analizę z programu Cafe Futbol:

Problem polega na tym, że pomocnicy nie dostrzegają Lewandowskiego! Powtarzany wciąż argument, jakoby Lewandowskiemu nie miał kto podawać, ma w sobie na prawdę sporo racji. Dopóki tego nie zmienimy, Robert nie będzie strzelać bramek w kadrze narodowej.

Nie ulega wątpliwości, że praca Fornalika z reprezentacją okazała się jedną, wielką porażką. Zespół nie zrobił praktycznie żadnego progresu. Czy były już selekcjoner, był skazany na takie zakończenie? Poniekąd tak. Brak czasu na zapoznanie się ze specyfiką kadry, brak doświadczenia międzynarodowego i źle dobrana taktyka są przyczynami obecnego stanu rzeczy. Może gdyby trener miał więcej czasu, z tej mąki byłby chleb? Ciężko o takie przemyślenia, mając na względzie ostatnie 18 meczów. Dobrej roboty nie zrobili ani piłkarze, ani trener. I nikt nam nie zwróci ani nadziei, ani łez wylanych nad grą polskiej reprezentacji. Pozostaje czekać.

Czekać… No właśnie. Na kogo powinniśmy czekać? W ostatnich godzinach w mediach przewinęło się już wiele nazwisk następców Waldemara Fornalika, zarówno wśród trenerów krajowych, jak i zagranicznych. Urban, Nawałka, Kasperczak, czy nawet… Jerzy Engel. A Ci bez polskiego paszportu? Były szkoleniowiec Bayernu Monachium Jupp Hynckes, Marco Bielsa, czy też Dick Advocaat również wydają się być kuszącymi opcjami na stanowisko selekcjonera. Sam Zbigniew Boniek, w rozmowie z dziennikarzami, zasugerował jednak, że wolałby kogoś z Polski. Najpewniej ma na myśli trenera Górnika Zabrze Adama Nawałkę, jednak czy w jakimś stopniu nie przypomina to sytuacji Fornalika? Osiągnięcia (?) na krajowym podwórku i znajomość języka polskiego w stopniu zaawansowanym, to nie powinny być argumenty, na których podstawie dokonujemy wyboru trenera polskiej kadry narodowej. Można wymieniać zalety, że zna naszą kulturę, zna polskich piłkarzy i nie będzie poświęcać tyle czasu na aklimatyzację, ale czy to nie jest droga do nikąd? Z Fornalikiem miało być przecież tak samo.

Na dobrą sprawę, jedynym poważnym kandydatem-Polakiem jest, moim zdaniem, Jerzy Engel. Dlaczego? Po pierwsze, Engel zna się na piłce i potrafi wyciągać wnioski. Tego wyraźnie nam brakuje. Jest miejsce na błędy, to logiczne. Należy jednak z każdej porażki wynieść jakąś naukę na przyszłość, spróbować czegoś nowego, (choć nie oznacza to zmieniania piłkarzy podstawowej jedenastki co mecz, jak za czasów Fornalika!) i jestem pewien, że Engel to potrafi. W Korei i Japonii na Mundialu w 2002 roku, nie miał napastnika pokroju Lewandowskiego. Nie miał tak znakomitego skrzydłowego, jak Jakub Błaszczykowski. Miał może lepszą formację obronną, która przecież też potrzebowała trochę czasu na wypracowanie wzajemnej komunikacji. Miał przede wszystkim chłopaków „z jajami”, pokroju Hajty czy Świerczewskiego, którzy jak nie umiejętnościami, nadrabiali wszystko walecznością i walką od pierwszego, do ostatniego gwizdka. Engel postawiłby kadrę na nogi, ale czy Boniek da mu jeszcze jedną szansę, zobaczymy. Jeśli chodzi o krajowe podwórko, byłby on moim zdaniem najlepszym wyborem.

Russian national soccer team - press conference

Co do zagranicznego selekcjonera, wybór na pewno nie jest kwestią pieniędzy, bo jak przyznał sam Zbigniew Boniek „w tej chwili PZPN stać nawet na zatrudnienie Jose Mourinho”. Można ująć to w ramy żartu, bowiem The Special One jest skupiony na kontynuowaniu swojej kariery klubowej w Chelsea. Świetną alternatywą mógłby okazać się za to Dick Advocaat. Były trener reprezentacji Rosji ma naprawdę bogate CV i niezbędne, międzynarodowe doświadczenie. Praca z reprezentacją Holadnii (dwukrotnie, raz jako asystent), czy też Belgii daje działaczom PZPN sporo do myślenia. Warto na spokojnie rozważyć kandydaturę Dicka Advocaata. Może to jest właśnie trener, który wpłynie na ambicję naszych piłkarzy? Może to jest właśnie trener, dzięki któremu oglądanie meczów polskiej reprezentacji, znów będzie miało sens?

Adam Godlewski, dziennikarz tygodnika „Piłka nożna”, wysłał do szefa PZPN list otwarty w sprawie następcy Waldemara Fornalika. Pozwolę sobie zacytować istotny fragment: „Z historii płynie więc czytelny przekaz, że na tę posadę powinno się zatrudniać fachowca obeznanego ze specyfiką pracy w reprezentacji, i to powinno być głównym kryterium naboru, a nie osiągnięcia z zespołami klubowymi. Oczywiście też ważne, ale w tym wypadku naprawdę nie najistotniejsze. Mało tego, działania PZPN – skoro ma to być kadencja przełomu, a zdaje się, że właśnie taka idea przyświeca Twojej ekipie – powinny iść znacznie dalej, i być o wiele bardziej perspektywiczne”.

Absolutnie zgadzam się ze stanowiskiem Adama Godlewskiego. Dość zatrudniania „ligowców”! Jakim autorytetem jest, i jakim doświadczeniem dysponuje szkoleniowiec, który na przestrzeni lat trenował załóżmy dwa polskie zespoły, nie osiągając na dobrą sprawę nic, prócz pochlebnych recenzji? Potrzeba przełomu. Polskiej reprezentacji potrzeba trenera z prawdziwego zdarzenia, pokroju Engela czy Advocaat’a. Selekcjonera z charyzmą, pomysłem i konsekwencją w pracy z polską drużyną. A zadaniem nas, kibiców, jest okazać nowemu szkoleniowcowi pełne wsparcie, oraz możliwość wypróbowania nowych schematów. Nie mówię, że zatrudnienie Adama Nawałki byłoby błędem. Poddaję jednak w wątpliwość sens takiej decyzji, w obliczu posiadania trenerów z lepszym CV.

Gorzej już jednak być nie może. To co Polska reprezentacja zepsuła, należy teraz przekuć w motywację i podjąć właściwe decyzje. Jeszcze nastaną dla naszego futbolu piękne dni- co do tego nie mam wątpliwości. Na wszystko jednak potrzeba czasu i  odpowiedniej pracy, co zapewnić nam może tylko trener z reprezentacyjnym doświadczeniem.

Pzpn.pl Druzyna

Zapraszam Państwa do komentowania!

RedaktorCristano

AKTUALIZACJA: Advocaat nie jest już dostępną opcją. Objął on klub AZ Alkarm. W obliczu tego faktu, pozostaje Marcelo Bielsa, lub naprawdę któryś z trenerów krajowych np. w osobie Jerzego Engela.

obrazki: eurosport.onet.pl, futbolnews.pl

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.
5 komentarze
  1. oleczny dodał komentarz dnia 17 październik 2013

    do poprawki AZ Alkmaar

  2. Daniel dodał komentarz dnia 17 październik 2013

    najlepszy to był Leo Beenhakker :)

  3. Jasko dodał komentarz dnia 17 październik 2013

    Engel nie miał takiego napastnika? Engel miał lepszego napastnika jakim był Olisadebe.

    • RedaktorCristiano dodał komentarz dnia 17 październik 2013

      Tak, Engel byłby dobrym kandydatem.

      Naprawdę uważasz, ze Olisadebe był lepszym napastnikiem od Lewandowskiego? Cóż, dość odważne stwierdzenie, zważywszy na osiągnięcia, jak i umiejętności obu zawodników. Nie przekonuje mnie jednak Twoja opinia, bowiem czynniki te wyraźnie przeważają na korzyść Roberta. Pamięć o Lidze Mistrzów, gdzie strzelił 4 bramki Realowi Madryt, a mógł więcej, jest dla mnie wystarczającym argumentem. Kolejnym może być jego nominacja do Złotej Piłki, o czym Olisadebe mógł generalnie pomarzyć..
      Engel nie miał lepszego napastnika, ale miał lepszy ZESPÓŁ.
      Pozdrawiam serdecznie

  4. michał dodał komentarz dnia 17 październik 2013

    żeby to był engler wtedy zaczniemy jakąs sensowną grę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>